Monster: The Ed Gein Story (Netflix)

 




   To nie jest kliszowy thriller psychologiczny o seryjnym mordercy. Zacznijmy od tego, że nie do końca wiadomo czy Gein zasługuję na miano seryjnego. Nie jest chyba spojlerem jak powiem, że udowodniono mu dwie zbrodnie, natomiast reszta ciał znalezionych w jego domu to były rozczłonkowane ciała odkopanych zwłok z cmentarza. Gość miał ciągotki do nekrofilii. Nawet dostajemy scenę, gdy robi to ze zwłokami kobiety. Będąc po dwóch czy trzech odcinkach miałem myśli, że ten gość to mega psychol. Taki, że w głowie się nie mieści. Im dalej w las tym twórcy starali się racjonalizować jego czyny. W takim sensie, że wynikały one z roli toksycznej matki. On nie potrafił kochać. Matkę jednocześnie kochał jak i nienawidził. To była najbardziej toksyczna relacja jaką moglibyśmy sobie wyobrazić. Matka zaśmiecała mu umysł niezwykle pesymistycznymi treściami. Nie chciała by miał jakąś kobietę, bo każda z nich jest nieczysta. W tle przewija się tam wątek religijny ale nie jest on kluczowy w odbiorze Geina. 




To co napisałem brzmi samo w sobie wciągająco dla widza, bo taki mrok jest pociągający ale uważam, że wiele ludzi odbiję się od tego serialu. On nie rozwija wątków. Skupia się na wstawkach mających związek ze zjawiskiem jakim był Ed Gein. Mamy nawet postać Alfreda Hitchcocka, który oparł swój kultowy film "Psychoza" (1960) na zbrodniach Eda Geina. Śledzimy przez jakiś czas wcielającego się w rolę głównego bohatera w filmie czyli Anthony Perkinsa. Widzimy jak wymagające artystycznie było to dla niego wyzwanie. Gość się totalnie zaangażował, coś na kształt metody Stanisławskiego. Twórcy ponadto nawiązują do "Teksańskiej masakry piłą mechaniczną" (1974). Mamy nawet taką scenę naśladującą próbę mordu na kobiecie. Od razu dostrzegłem do czego nawiązują ale oni zrobili montażowy trik by ludzie nie znający tamtego filmu wiedzieli. Tutaj mam lekki zarzut. Niepotrzebnie tłumaczone nam są te nawiązania. Ja wyłapałem te najważniejsze z łatwością. Najmniej chamskie było to związane z serialem Netflixowym "Mindhunter".Ostatnie odcinki pokazywały nam, że Gein na starość chyba uświadomił sobie czego złego dokonał, bo był w stanie racjonalnie mówić o tym co zrobił i co nim kierowało. On od samego początku szukał bratniej duszy. Kogoś kto go wysłucha i nie oceni na starcie, bo jak już wspominałem w jego życiu zabrakło szczerej i czystej miłości. Mam taką konkluzję, że kiedyś łatwiej było zostać seryjnym mordercą, bo wychowanie dzieci opierało się głównie na rodzicach. Nie było mediów społecznościowych, które wartościowały wszystko, które mówią co jest dobre a co nie? Kiedyś rola rodziców była bardziej kluczowa a jak ktoś nie nadawał się  do roli rodzica to mógł skrzywdzić swoje dziecko łatwiej, w końcu dziecięcy umysł jest podatny na wpływy. W kontekście serialu dwie rzeczy mi zapadły w pamięć.





 Po pierwsze dowiadujemy się, że Ed Gein mógł być kablem FBI. Przyczynił się wg nich do zatrzymania Teda Bundy'ego. Przeczytałem, że nie ma to potwierdzenia w faktach. Po drugie: odcinek ostatni pokazywał nam jaki wpływ Gein wywarł na młodych ludzi. Wysyłali mu listy, bieliznę i różnorakie prezenty. On nie był tym zachwycony, co jest dość nietypowe, bo seryjni mordercy zazwyczaj pragną poklasku, sławy. Mamy kilka scen z udziałem jego naśladowców i oni są znacznie niebezpieczniejsi niż sam Gein, bo czerpali z takiego stylu życia frajdę a on jednak cały czas zmagał się z problemami psychicznymi i nie robił tego dla zabawy tylko bardziej dla spełnienia pragnień seksualnych.





Muszę podkreślić znakomitą kreację Charlie Hunnama jako Eda Geina. Gość był niezwykle w tym wiarygodny. Do tej pory grał samych twardzieli a teraz zagrał takiego wrażliwca z dziewczęcym głosem. Widać, że wszystko co tu otrzymujemy było przemyślane. Nie chciano zrobić prostej stygmatyzującej historii o psycholu skrzywdzonym w dzieciństwie, tylko chciano ugryźć to z innej strony. Mnie osobiście się podobało, choć nie jest to projekt bez wad. Zastanawiam się czy nie lepiej byłoby zrobić z tego film, bo te osiem odcinków może zmęczyć. Ponadto mamy tu postać dziewczyny o imieniu Adeline. Ona od samego początku nam towarzyszy i nie do końca wiadomo czy ona jest wytworem wyobraźni Geina czy kimś realnym, po czym w ostatnim odcinku dostajemy scenę, które niejednoznacznie nam mówi kim ona była. Czytałem, że ponoć taka postać w realu nie istniała. Żałuje, że nie poświęcono jej więcej czasu, bo ona była równie niepokojąca jak i główny bohater Całościowo doceniam, bo po tych ośmiu odcinkach mam naprawdę sporo przemyśleń i chcę dokonać riserczu a propo życia Eda Geina. 


Ocena: 7/10


Komentarze

Popularne posty