Heart Eyes (Skyshowtime)
Nie ukrywam, że mam słabość do slasherów. Mam świadomość ich infantylności ale sama idea zabijania i szalonych motywacji wydaję mi się intrygująca a poza tym w scenach śmierci również można zabłysnąć kreatywnością. Do dziś pamiętam ostatnie "Oszukać przeznaczenie" i sekwencję "mordu" w studiu tatuażu. Na Skyshowtime trafił horror o walentynkowym mordercy. Gość od lat zabija zakochanych. Koncepcja sama w sobie całkiem ciekawa. Widz sobie myśli, że to jakiś desperat nie mogący sobie sam znaleźć drugiej połówki. Na szczęście twórcy odpuścili sobie taką motywację.
Ja rozpisuję się z entuzjazmem ale całościowo ten film jest przeciętny i idiotyczny. Powiedziałbym że jest mieszanką głupiej komedii romantycznej z horrorem, choć dla mnie bardziej pastiszem. Czy udanym? Momentami się śmiałem. Największą beke sprawiały mi rozmowy dwójki nowych zakochanych. One były tak fatalnie napisane, że nie wiem co trzeba mieć w głowie by na serio coś takiego dać ludziom. Dziewczyna jest totalną idiotką i nic dziwnego, że jest singielką ale mulaty przystojniak stracił dla niej głowę. To jest największy absurd tego tworu, a konkurencja naprawdę była spora. Możecie tego chłopaka kojarzyć z dwóch ostatnich "Krzyków". On był "chłopakiem" Jenny Ortegi. Pamiętam go też z idiotycznego filmu akcji spod szyldu "After". Kopalnia beki to była.
Powinienem "Heart Eyes" nienawidzić, bo jakościowo jest dnem, ale to jest tak uroczo durne, bo czuję tu działanie ze świadomością. Nikt normalny nie polubi dwójki głównych bohaterów. Co do mordercy to nie było efektu WOW ale już blisko końcówki można było podejrzewać kto macza palce w tych mordach na zakochanych. Reżyseria nie jest najlepsza ale siłą tego projektu jest jego odklejenie. Mam nadzieję, że moje teorie są słuszne, bo inaczej można tylko załamać ręce.
Ocena: 5/10




Komentarze
Prześlij komentarz