Friz & Wersow. Miłość w czasach online

 




   Mamy nowego króla polskiego dokumentu. Gość jest odpowiedzialny za tak wybitne dzieła jak "Budda. Dzieciak 98", "Jesteśmy Żugajkami"czy "Sanah Na stadionach". Teraz powraca z filmem o parze popularnych influencerów. Nie będę tu wyjaśniał kim są, bo sam nie mam pojęcia z czego zasłynęli. Nie ukrywam, że idąc do kina liczyłem, że się dowiem co jest tak wyjątkowego w tym Frizie. Celowo wspominam tylko jego, bo ta dziewczyna jest kimś a la Wags (czyli żona piłkarza). Ten film próbuję jednak nam powiedzieć, że cechują ją niezależność i ambicja. 




Nie wiem jaki był jej status przed związkiem z Frizem ale raczej to "uczucie" nie sprawiło by była biedniejsza. W końcu można znaleźć informację na google, że Friz jest milionerem. Ja tu nie odmawiam jemu pracowitości, ambicji i wytrwałości ale chciałby by film mi o tym coś powiedział. Choćby jakaś wzmianka pokazująca jak wybitną on jest jednostką, a on w tym filmie wypada bardzo sztucznie. Głupio się szczerzy i opowiada wizerunkowe bzdety. Oczywiście te słowa są piękne i są pewnym szantażem emocjonalnym względem najmłodszego odbiorcy ale nie wiem jak bardzo bezrefleksyjnym trzeba być by nie dostrzec tu fałszu.





 Ja nie znając karier tych ludzi widzę, że to nie jest szczere uczucie tylko układ biznesowy. Dla Friza lepiej, żeby tak było, bo ta kobieta jest niezwykle irytująca. Nie wyobrażam sobie by ktoś świadomie miał ochotę słuchać jej wkurzającego tonu głosu. Film nam mówi, że Friz jest oazą spokoju i pracował nad tym sporo. Takim jednocześnie zimnym ale i ciepłym biznesmenem. Wyobrażam sobie, że ktoś po obejrzeniu tego filmu może poczuć do niego sympatię. On pokazany jest tu jako idealny mąż i ojciec. Ten film miewa momenty edukacyjnie budujące. Ta Wersow mówi, że nie umie śpiewać ale to jej nie przeszkadza ciężko pracować nad tym. To samo w sobie brzmi mądrze i motywująco ale z drugiej strony czy to prawda?




 To jest film o sekretnym ślubie tej pary. Odliczamy dni do tego wydarzenia. Po drodze mamy sceny ze studia nagraniowego, gdy Wersow mówi o swojej karierze muzycznej, ponadto Friz opowiada o jakimś koncercie, który frekwencyjnie nie odniósł oczekiwanego sukcesu. Zapewne miało to na celu pokazanie jak ambitnym człowiekiem jest i to, że nie zadowala się byle czym. Pojawia się też wątek programu promującego młodych influencerów. Ci zwycięzcy naprawdę nie wypadli w filmie zbyt dobrze. Nie dość, że nic ciekawego nie powiedzieli to w każdej scenie się błaźnili. A Ci ich znajomi i rodzina na ślubie wygląda jak statyści na potrzeby filmu. Miałem takie przemyślenie, że ten film wygląda jak teledysk promujący nową płytę Wersow. Poziom żenady jest tu ogromny ale podkreślę: to jest film skierowany do ich psychofanów. Oni zapewne będą czerpali z tego seansu przyjemność. Przed seansem słysząc o tych osobach miałem podejście obojętne, po obejrzeniu nic się nie zmieniło...Budda był jednak gorszym filmem.






Ocena: 2/10



Komentarze

Popularne posty