Czarny telefon 2
Powtórzyłem sobie wczoraj przed dzisiejszym seansem pierwszą część. Wtedy (4 lata temu) uważałem, ze nie jest to jakieś wybitne dzieło ale miało swoje momenty. Czy potrzebowałem sequela? Niekoniecznie. Zwłaszcza, że główny złoczyńca został zabity. On powraca jednak zza grobu. Objawia się w snach dziewczynki.
W jedynce był wątek matki, która popełniła samobójstwo. Ona miała dziwne sny, w których widziała zmarłych. To samo spotkało jej córkę. Właśnie wokół tematu tych snów kręci się sequel. Nasi bohaterowie muszą pokonać ducha Wyłapywacza (Ethan Hawke). Swoją drogą ciekawe czy Hawke pojawił się w ogóle na planie filmowym fizycznie czy nagrał głos u siebie w domu, bo w zasadzie nie ma ujęcia wyraźnego na jego twarz. Tak naprawdę, gdyby nie trzeci akt to byłbym bardzo krytyczny a tak on trochę mnie pobudził. Nie ukrywam, że przysypiałem.
Te dzieciaki może i nie grały źle ale byli za mało wyraziści. Nie miałem ochoty za nimi podążać. Zrobiło się trochę ciekawiej, gdy pojechali na obóz, gdzie bywała ich matka. Tam też mieli zabić ducha Wyłapywacza. Twórcy starają się tu budować grozę za sprawą groźnej ścieżki dźwiękowej ale wcześniej nie było żadnej podbudowy także nie czułem niepokoju. Widać w całym tym filmie inspirację "Koszmarem z Ulicy Wiązów". Sam wątek zabijania we śnie wydaję się interesujący ale by to zadziałało my musimy poczuć jakieś przywiązanie do ofiary i ogromny lęk przed zbrodniarzem, a tutaj w zasadzie nie ma wątpliwości kto ostatecznie musi zwyciężyć. Jeżeli komuś podobała się jedynka to zapewne pójdzie na sequel ale czy warto? Nie sądzę...
Ocena: 4/10





Komentarze
Prześlij komentarz