Chopin, Chopin!
Doceniam sytuację, gdy filmowcy polscy starają się edukować młodzież o wielkich nazwiskach związanych z naszym krajem. W końcu wycieczki szkolne do kina to coś wartego propagowania. Zobaczywszy w roli Fryderyka Chopina Eryka Kulma byłem lekko zaniepokojony. On do tej pory kojarzył się z konwencją bardziej komediową i grał takiego sympatycznego postępowego chłopaka. Takiego do rany przyłóż. Tutaj dostał gigantyczne wyzwanie. Nie dość, że musiał dużo mówić po francusku to jeszcze aktorsko trzeba nadążyć.
Zawsze uważałem, że w rolach wielkich postaci powinno się obsadzać kogoś anonimowego. Takiego, kto nie kojarzy się z żadną wyrazistą rolą z przeszłości. Miałem w trakcie tego seansu trochę z tym problem. Nie widziałem postaci tylko aktora. Niestety to nie Eryk Kulm jest największym problemem tego filmu. Oczywiście mowa o scenariuszu. Chopin poznaję przykrą diagnozę. Ma gruźlicę i zostało mu ledwie kilka lat żyć. Dla niego to nie nowum, bo młodsza siostra również chorowała i zmarła w wieku 15 lat. Wiadomo, że to artysta i nie do końca wiadomo co mu siedzi w głowie.
Ludzie wokół niego zachęcają go do związku. On jednak twierdzi, że nie umie kochać. Ma nawet taką sceną z matką (Maja Ostaszewska), gdzie jej tłumaczy w czym jest problem. Swoją drogą to była chyba najlepsza sekwencja w filmie. Natomiast przez resztę seansu wiało nudą. Bardzo mi się nie podobało jak ten film został zmontowany. Jedyną rzeczą na usprawiedliwienie dla reżysera Michała Kwieciński jest to , że podjął się niezwykle trudnej tematyki. Filmy biograficzne w polskim wydaniu jakoś rzadko wychodziły. Obstawiam, że projekt nie odniesie sukcesu kasowego w kinach, bo nawet recenzję ogólnie nie są zbyt przychylne. Ludzie będą woleli pójść na "Teściów 3".
Ocena: 4/10





Komentarze
Prześlij komentarz