Wednesday sezon 2 odc.5-8 (Netflix)
Nie byłem zachwycony czterema pierwszymi odcinkami. Dostrzegałem potencjał w poszczególnych wątkach ale nadal serial najlepiej wygląda, gdy epatuję czarnym humorem i gotyckim klimatem. Fabularnie jest bardzo przeciętnie. Nie inaczej jest w drugiej części. Pierwsze dwa odcinki podniosły poprzeczkę wysoko. Dostaliśmy to za co kochaliśmy "Wednesday". Bardzo lubię pomysł z odcinka bodajże szóstego, za sprawą, którego Jenna Ortega mogła pokazać swój talent aktorski. Mogła zagrać przeciwieństwo swojej postaci. Twórcy poszli w stronę fabularnego komediowego samograja.
Pojawia się w tym samym odcinku Lady Gaga, ale nie nakręcajcie się na jakiś niezapomniany występ. Wystąpiła w dwóch albo trzech scenach i jej postać odegrała marginalną rolę. Widać, że scenarzyści poszli w kierunku "Teksańskiej masakry piłą mechaniczną" jeżeli chodzi o czarne charaktery. Nawet dom wystylizowany był od zewnątrz jak w tamtym filmie. Tytułowa bohaterka wraz ze swoją przyjaciółką stanowią świetny duet. Zupełnie różne a jednak ich relację działa. Bardzo podoba mi się też druga przyjaciółka. Ta, która jest kimś na kształt fanki głównej bohaterki. Słodka i urocza jest ta dziewczynka. Nie da się jej nie lubić. Ona odgrywa w tym sezonie niezwykle istotną rolę.
Marginalizowany został dawny obiekt westchnień Wednesday, który uciekł ze szpitala psychiatrycznego i jakby scenarzyści postanowili umieścić go na piątym planie. Przypomnieli sobie o nim dopiero na koniec, gdy musiał zdecydować po czyjej jest stronie. Serial pędzi jak lokomotywa. Montaż typowo pod młodego odbiorcę. To samo zwroty akcji, które przez swoją przesadzoną ilość zupełnie nie działają. Na pewno te cztery odcinki są ciekawsze od tych początkowych ale ewidentnie widać, że twórcy postanowili zrobić drugi sezon podobnie jak pierwszy. Stawiając na podobne akcenty. Myślę, że trzeci sezon powstanie i z całą pewnością znajdzie swoich fanów.
Ocena: 7/10






Komentarze
Prześlij komentarz