Skrzat. Nowy początek
Nie miałem w planach iść na to do kina ale zobaczyłem Arka Jakubika i wiedziałem, że on by nie zagrał w czymś byle jakim. Ponadto przeczytałem, że wcielająca się w rolę głównej bohaterki debiutantka Amelia Golda pokazuję się ze znakomitej strony. Po seansie mogę potwierdzić te głosy. Dawno nie widziałem aktorka-i dziecka, które potrafiłoby zagrać każdy rodzaj emocji i być przy tym tak wiarygodnym i szczerym. Ona sprawia wrażenie kogoś komu wszystkie te sceny przychodziły z łatwością. Kamera ją kocha. Mam nadzieję, że zobaczę ją w innym projektach, bo dziewczyna ma potencjał na aktorkę przez duże "A".
Akcja filmu skupia się na dziewczynce, która wraz ojcem zamieszkują w nowym miejscu. Oboje przechodzą traumę po stracie matki i żony. Dziewczyna radzi sobie za sprawą fascynacji skrzatami. Odziedziczyła to po matce. To zapewne pewna forma wyparcie smutku i początkowy proces terapii po tragicznym wydarzeniu. Hania niestety zaczyna o tym opowiadać w szkole co nie przynosi jak się domyślacie najlepszego efektu. Znajduję bratnią duszę w osobie Michała. W tej roli Maksymilian Zieliński. Co ciekawe chłopak ma w swojej filmografii sporo ról. Nie wiem czy to były epizody ale jako doświadczony powinien przed kamerą lepiej radzić sobie od swojej koleżanki debiutantki a tymczasem każda ich wspólna scena należała do niej.
Cudowna była chemia między Jakubikiem a tą dziewczynką. Dwóch znakomitych aktorów. W każdym razie dwójka naszych odludków zaczyna urządzać sobie polowanie na skrzaty. Jeżeli nie udowodnią, że one istnieją to będą w szkolę nękane i będą nagrywane na nie filmiki kompromitujące. Muszę przyznać, że film ma na koniec twist, którego za cholerę bym się nie spodziewał. Jak sobie w głowie układałem możliwe scenariusze w trakcie seansu to tego co się wydarzyło nie wyobrażałem sobie. Za to wielki szacunek.
To jest film z klimatami fantasy. Wiadomo, że ten wątek leśnych skrzatów jest pewną głębszą metaforą. Tutaj też rodzi się pytanie. Jakie były cele twórców. Chcieli zadowolić zarówno dzieci jak i dorosłych? Jeżeli taki był plan to wypalił. Widać, że chcieli zrobić ten film w konwencji uśmiechniętej a nie takiego traumatycznego dramatu. Bohaterowie są do polubienia. Rola główna cudowna. Oby polskie kino familijne zmierzało w takim kierunku. Co ciekawe za kamerą mamy montażystę. Krzysztof Komander montował choćby najnowszy film Wojciecha Smarzowskiego "Dom dobry". Rzeczywiście w "Skrzacie..." do montażu nie można mieć zarzutu. Myślę, że śmiało możecie z dziećmi ruszyć do kina.
Ocena: 7/10






Komentarze
Prześlij komentarz