One Battle After Another
Zazwyczaj staram się operować polskimi tytułami. Dzisiaj jednak jest tak durny, że nie będę was karał tym tłumaczeniem. Myślę, że w tym roku konkurencja stoi na wysokim poziomie. W każdym razie mamy dwa wielkie powroty. Pierwszy to jeden z najlepszych dziś reżyserów czyli Paul Thomas Anderson, no a drugi to nasz oscarowy król czyli Leoś Di Caprio. Patrząc na działalność reżysera to spodziewałem się czegoś mega poważnego i ciężkiego do przełknięcia a tymczasem dostaliśmy coś bardziej satyrycznego.
Bardzo podobała mi się towarzysząca nam niemal przez cały seans ścieżka dźwiękowa. Ona budowała napięcie i trzymała uwagę oraz były czymś na kształt oczka puszczonego przez reżysera do widza: nie bierzcie tego na poważnie. Im dalej w las tym film przypominał mieszankę kina Tarantino i Scorsese. Myślę, że obaj oglądając będą zachwyceni. Co Was zapewne zaskoczy. Leo tu wcale nie jest jakąś wiodącą postaciom. Niby jest ale cała oś fabularna kręci się wokół kogo innego. Zacznijmy od początku. Śledzimy losy rewolucjonistów dokonujących zamachy bombowe. To są działania mające zwalczać opresyjną politykę rządu. Nie ma tutaj wbrew pozorom tak wiele polityki. Na końcu padają rasistowskie teksty za sprawą pułkownika Lockjawa. W tej roli Sean Penn. Powiedziałbym, że taka rola ocierająca się o kicz. To samo zresztą można powiedzieć o Benicio del Toro.
Natomiast Di Caprio długimi momentami przypomina swoją postać z roli u Tarantino w "Pewnego razu w Hollywood". Mamy na początku bardzo pokręcony trójkąt miłosny. Doprowadza on do szeregu rozstań, aresztowań i postacie w większości poszli w życiu inną drogą. Po latach Di Caprio wraz ze swoją córką stają się ofiarami czynów matki dziewczyny. Władzę tak łatwo im tego nie odpuściły. Reżyser traktuję widza z szacunkiem i nie narzuca mu co ma myśleć i kogo wspierać. Leo i jego banda są na tyle wadliwi, że trudno im z czystym sumieniem kibicować. Film ma kilka scen brylantów. Choćby ta na pustkowie, gdzie jesteśmy świadkami pościgu. Widać, że to kino stricte autorskie. Takie projekty zazwyczaj mocno dzielą widownię. Uważam, że Anderson zrobił film oglądalny dla każdego. To nie jest tak, że po godzinie będziecie mieć sieczkę w głowie i totalnie uśniecie. Dużo widziałem pochlebnych recenzji. Ja osobiście bardzo lubię ten film ale nie nazwałbym go wybitnym.
Ocena: 8/10
.jpg)




Komentarze
Prześlij komentarz