Miłość, oszustwa i zemsta (Netflix)




 


 Przeszło trzy lata temu furorę na Netflixie zrobił dokument o oszuście i naciągaczu z portalu randkowego Tinder. Główna ofiara tamtego gościa teraz do spółki wraz z panią detektyw pomagają innym ofiarom naciągaczy. Te sześć odcinku właśnie opowiada kilka takich historii. Przez pierwsze kilka epizodów dało się wyczuć nutkę feminizmu w tym wszystkim i propagandy anty męskiej. Twórcy jednak z czasem nie chcieli być posądzeni o seksizm dlatego znaleźli historię kobiety, która była sprawcą. 






Mam problem z tymi historiami. Ofiarami zazwyczaj są kobiety otyłe, bogate albo takie, które nie błyszczą bystrością, choć jedna z nich chciała się zaprezentować jako twarda i niezależna. Rozumiem, że jak kobieta jest zakochana to zatraca się całkowicie ale podobnie jak ofiara "Oszusta z Tindera" to jest mega niepokojące, że kobieta uznaję za normalne dawanie pieniędzy facetowi. Istniał kiedyś jakiś kodeks, że nie honorowe jest pobieranie pieniędzy przez faceta od kobiety. Dla przedstawicielki płci pięknej to powinna być lampka ostrzegawcza. Zwłaszcza szokuję jeden przypadek. Kobieta zostaje poproszona przez faceta o wzięcie pożyczki na 100 tys. dolarów a ona mu mówi, że nie są małżeństwem i nie może tego zrobić. Po czym po miesiącu on się jej oświadcza. Czy naprawdę trzeba być mistrzem logicznego myślenia by nie wyłapać tak oczywistego przekrętu? 





Ja nie usprawiedliwiam tych obrzydliwych czynów ale uważam, że kluczem do sukcesu takich projektów jest współczucie i przywiązanie do ofiar, a tutaj widz ma prawo czuć niechęć do oszukanych. Oni na pierwszy rzut oka są niepokojący. Dochodzi jeszcze wątek czarnoskórej pani detektyw. Od niej bije feminizm. Za każdym razem, gdy się przedstawia to używa z taką dumą frazy "detektywka". To jest mocno podkreślane w serialu. Podejrzewam, ze serial znajdzie swoich odbiorców. Ma sporo ciekawych momentów, pokazuję asertywne działania sprawców. Nawet przyjemnie się to ogląda.



Ocena: 6/10

Komentarze

Popularne posty