Życie Chucka (The Life of Chuck)
Patrząc na obsadę mamy naprawdę niezłą ekipę. Tom Hiddleston, Karen Gillan czy Mark Hamill. Co ciekawe w rolę narratora wciela się sam reżyser Mike Flanagan. Moim zdaniem jego głos bardzo pomaga filmowi. Ma wręcz charakter satyryczny, choć to nie jest komedia w najmniejszym calu. Film ma odwróconą chronologię zdarzeń. Zaczynamy od trzeciego aktu, gdy jesteśmy świadkami apokalipsy. Jakby reżyser miał świadomość, że ten ostatni etap jest najsłabszy, dlatego niech widz wymęczy ten fragment a potem już się zaangażuję. Dla mnie film rozpoczyna się w momencie sceny tańca na ulicy. Ona jest wyciągnięta rodem z "La la land". Powiedziałbym, że to jedna z najbardziej uroczych sekwencji jakie widziałem w ostatnich latach w filmach. Ten spontaniczny taniec obcych ludzi jest niesamowicie urzekający i aż się chciało zatańczyć z nimi.
Od tego momentu poznajemy przeszłość Chucka. On w początkowej fazie filmu jest jakimś Bogiem. Kimś o kim się mówi ale nikt nie może go dotknąć. Na ulicach widnieją bilboardy z jego podobizną. Nawet w TV jest reklama mu poświęcona. On okazuję się kimś mocno niespełnionym życiowo. Pochodzi z żydowskiej rodziny. Takiej bardzo ortodyksyjnej. Wychowują go dziadkowie, którzy całe jego dzieciństwo byli w traumie po śmierci jego rodziców. Chłopak od maleńkości miał ciągotki taneczne. W szkole spełniał się w tym znakomicie. Miał jednak taką poważną rozmowę z dziadkiem, który uświadomił mu, że powinien zostać księgowym, bo jest większe zapotrzebowanie na ten zawód a nie na tancerzy. To w dużej mierze tłumaczy skąd ten spontaniczny taniec na ulicy. Jestem zaskoczony, że nikt nie postawił temu filmu oskarżenia o antysemityzm. Przesłanie jest oczywiste. Żydowskie korzenie pozbawiły chłopaka bycia szczęśliwym i spełniania się. Oczywiście zastosowałem przed chwilą dość sporą hiperbolę ale nie mogłem się powstrzymać.
Co ciekawe Chucka, gdy był mały gra syn albo ktoś z rodziny reżysera. Mowa tu o chłopaku o imieniu Cody. Zapomniałem wspomnieć o jednej z najważniejszych rzeczy, Film jest zainspirowany powieścią Stephena Kinga. Osobiście nigdy nie kręciła mnie jego twórczość i po obejrzeniu tego dzieła nie dostrzegam podobieństw do poprzednich adaptacji spod tego szyldu. Nie jest to film dla każdego. Niestety potrzeba tu trochę pocierpieć by doczekać się czegoś ciekawego. Ja jestem rozdarty, ale scena tańca pozostanie ze mną na długo!!!!
Ocena: 6/10





Komentarze
Prześlij komentarz