Dym (Smoke) odc. 7 (Apple TV+)
Nasz uroczy śledczy podpalacz został bohaterem. Znalazł drugiego seryjniaka i od razu jego niska samoocena podskoczyła. Mamy nawet scenę konfrontacji obu zbrodniarzy. Wygrywa ten czarnoskóry, który jest znacznie niebezpieczniejszy, bo on nie ma nic do stracenia. Gość był w totalnym dołku życiowym. Odklejka nastąpiła u niego całkowicie. Gość się bardziej nadawał do psychiatryka niż do więzienia. Zresztą podobnie powinien skończyć nasz śledczy.
Postać Tarona Egertona też życiowo nie stoi za wysoko. Żona go rzuciła a syn nienawidzi. Nasza czarnoskóra śledcza postanawia porozmawiać z żoną swojego partnera i ona podaje jej kolejne argumenty świadczące o winie męża. Powstała specjalna grupa mająca go schwytać, nawet zorganizowano akcję i zaangażowano popularną wydawczynie książek. Miała ona zaproponować psychopacie wydanie swojego dzieła. On rzecz jasna nie dał się podejść. Co więcej pod koniec odcinka dowiaduję się o działaniach "kolegów i koleżanek z pracy". W następnym odcinku zapewne odklejka u niego będzie już na niebotycznym poziomie.
Mam wrażenie, że serial jest rozwleczony na zbyt duży epizodów. Tak długi metraż powoduję, że stawka i znaczenie czynów czarnego charakteru jakby traci na znaczeniu. W tym momencie twórcy mają już związane ręce. Pozostają dwie opcję, albo sprawca się wymiga w jakiś magiczny sposób albo w końcu sam się podda i skończy się cała historia. Moim zdaniem właśnie drugi scenariusz wydaję się najbardziej prawdopodobny. Znając jego będzie miał jakieś asy w rękawie i może w swojej głowie zaplanuję sobie scenariusz najbardziej korzystny dla siebie. Znając ten serial to dostaniemy zakończenie niejednoznaczne i takie, które pozostawi nas w stanie niepokoju.
Ocena: 6/10





Komentarze
Prześlij komentarz