Czwartkowy Klub Zbrodni (Netflix)

 



  Helen Mirren i Pierce Brosnan ponownie razem na ekranie. Zachwycili w niedawnej "Strefie gangsterów". Tutaj nie grają takich kreatur. Wcielają się w rolę staruszków, którzy prowadzą kryminalne sprawy. Ich metody są mocno niekonwencjonalne. Wykorzystują stereotypy dotyczące starszych ludzi i to, że nikt nie traktuję ich poważnie. Helen Mirren jest tu prawdziwym kameleonem. Widać, że stara się wraz z kolegami ciągnąć ten przeciętnych scenariusz i za sprawą uroczego wrażenia jakie staruszkowie sprawiają ogląda się to znośnie ale całościowo brakuję tempa i ta intryga nieszczególnie wciąga. Oprócz niej i Brosnana mamy na ekranie Bena Kingsleya, Toma Ellisa czy Jonathana Pryce'a. Mając w rękach taką ekipę reżyser Chris Columbus powinien zrobić coś co zapamiętamy na długo a niestety film nie wykorzystuję atutów, które ma w ręku. Wystarczyło w każdej scenie filmu umieścić Helen Mirren. 





Dochodzi jeszcze jedna drażliwa dla mnie kwestia. W filmie wielokrotnie wspominana jest Polska. Początkowo w formie żartu. Nie mam z tym problemu. Większy mam z tym, że potem pojawia się postać, która jest Polakiem a gdy zaczyna mówić w swoim rzekomo ojczystym języku to brzmi jak zagraniczny aktora uczący się języka. Oczywiście Columbus nie zadał sobie trudu by zaangażować aktora z Polski. Gra go Henry Lloyd Hughes. Brzmi polsko, prawda? Kuriozalne są tu wszelkie wzmianki o naszym kraju. Nie chodzi o cierpiące ego Polaka. Bardziej o to, że jak robisz film to musisz dbać o każdy najdrobniejszy detal, bo dziś ci riserczerzy są na każdym kroku i każda drobna niezgodność będzie ci wytykana. Ponadto pokazuję to twoje podejście do odbiorców. 






To jest bardzo bezpieczny i poprawny projekt. Chris Columbus chyba też zdawał sobie sprawę do jakiego widza kieruję swój projekt. Na widzu Netflixa nie zrobią wrażenia popisy aktorskie duetu Mirren-Brosnan tylko jakaś kryminalna zagadka, która ma na koniec zaskoczyć. Jednych zaskoczy drugich nie. Mnie ten film trochę zmęczył i dlatego oglądałem go na dwa razy. Uważam, że dla wspomnianego duetu warto spędzić te dwie godziny na Netflixie. 





Ocena: 5/10

Komentarze

Popularne posty