13 dni do wakacji

 



  Polski slasher. To brzmi samo w sobie absurdalnie. Ponownie za to bierze się Bartosz M. Kowalski. Zrobił ten horror z Julią Wieniawą o lesie, potem był sequel. Nie jestem fanem tamtych projektów ale doceniam tego reżysera, bo nigdy nie zapomnę mu tego "Placu zabaw"(2016). Do dziś pamiętam tamten film, choć chyba bym nie chciał. Można dostrzec pewne podobieństwa tego najnowszego filmu z tamtym. Ponownie skupiamy się na zepsutych młodych ludziach. Tym razem jednak wchodzimy w mocno slasherowy klimat. 




W mieszkaniu rodzeństwa dochodzi do mordów w trakcie domówki. Morderca w masce zabija na wszelkie sposoby. Przez pierwsze pół godziny przewracałem oczami i uszami. Fatalne aktorstwo tych młodych ludzi. Najbardziej drewniany był brat postaci Katarzyna Gałązki. Tam ani jedna scena dialogowa nie wyszła. W momencie gdy doszło do pierwszego przełomu to nagle film zaczęło się lepiej oglądać. Pojawiły się znaki zapytania kto zabił i dlaczego? Zakończenie w zasadzie nie zdradza motywacji sprawcy. Musimy sobie sami dopowiedzieć. Wydaję mi się to dobrym pomysłem. Wolę coś takiego niż by nam strzelił morderca oklepany wykład o tym jak nienawidzi ludzi itd. 





Najbardziej komiczne jest to, że ja słuchając rozmów tych młodych bohaterów sam byłem zirytowany i zabicia ich nie traktowałem jako czegoś złego. Postacie irytujące, to po co ma być ich tak dużo. W zasadzie może to była motywacja? Pytanie tylko czy ci aktorzy nie byli świadomie tak sztuczni i wkurzający? Może reżyser chciał zasiać w naszej głowie wątpliwości i w jakimś stopniu usprawiedliwić mordercę? W końcowej fazie mamy mocno absurdalną sekwencję poddającą w wątpliwość umiejętnego i logicznego myślenia bohaterów. Ciekaw jestem czy to był świadomy zabieg reżysera byśmy nie lubili głównych postaci. Mam przeczucie, że producenci popełnili ogromny błąd wrzucając ten film do kin. Myślę, że na Netflixie on stałby się hitem. Ludzie z chęcią by obejrzeli slasher do chipsów i piwa a tak to w kinie najprawdopodobniej umrze i nikt nie będzie pamiętał o jego istnieniu. Seans trwa 80 minut, także nie było to cierpienie.





Ocena: 6/10

Komentarze

Popularne posty