Vinci 2
Pamiętam dobrze z początku XXI wieku szereg komedii sensacyjnych na naszym podwórku. "Vinci" było kontynuacją dobrej passy po "Kilerze". Ten film odkrył dla polskiego kina Roberta Więckiewicza czy Borysa Szyca. Zwłaszcza tego drugiego. Odkurzyłem sobie wczoraj go i nie powiem by było to jakieś dzieło sztuki ale bardzo solidna rozrywka. Pytanie tylko czy potrzebowaliśmy tego powrotu. Juliusz Machulski próbował po sukcesie "Kilera" po latach powrócić za sprawą "Volty" ale nie było sukcesu kasowego.
Teraz do ról powracają Robert Więckiewicz, Borys Szyc, Łukasz Simlat i gościnnie Marcin Dorociński. Ten ostatni zapracował sobie na tak zaszczytny tytuł. Pamiętam jego postać z pierwszego filmu i nie przejawiał on jakichś szczególnych zdolności śledczych a tymczasem po tych 20 latach okazuję się, że pracuję w USA. On gra tu rolę totalnego błazna. Rzuca amerykańskim slangiem i tym samym pozbawia się znaczenia jako postać. Tak naprawdę on tu niczego nie wnosi. Pojawia się by błaznować i by można było powtórzyć scenę Więckiewicza z nim z pierwszego filmu na stacji benzynowej. Film ponownie skupia się na losie Cumy (Robert Więckiewicz), który mieszka sobie spokojnie ze swoją hiszpańską partnerką Carmen zagranicą. Nagle do jego drzwi puka stary znajomy Chudy i proponuję skok na dużą kasę. Nie ujawnia mu celu ale zachęca do współpracy. On mu odmawia, po czym po jakimś czasie zjawia się w Krakowie i decyduję się podjąć się tej misji. Na miejscu okazuję się, że Chudy już go nie potrzebuję i zrobi to sam. On nie odpuszcza i robi własne śledztwo dotyczące ewentualnego celu kradzieży. Dzwoni do starych znajomych, którzy w większości już nie żyją.
Mamy tutaj wyśmiewanie starości i tego, że nasz bohater wyszedł już z obiegu i świat poszedł do przodu. Lata 90 te już się dawno skończyły. Rzecz jasna Cuma udowadnia, że jest inaczej. Do tego twórcy dotykają jeszcze okoliczności kradzieży sprzed 20 lat i tego kto w rzeczywistość ma ten oryginał. W ostatniej scenie filmu poznajemy szokującą prawdę. Ten film wygląda momentami jakby był zrobiony na zlecenie ekipy rządowej, bo gościnnie występuję dziennikarka Gazety Wyborczej Dominika Wielowiejska czy poseł na sejm Ryszard Petru. Nie mówiąc już o krótkiej scence z udziałem Grzegorza Turnaua. Nie wiem co to miało znaczyć. Filmowi brakuję ikry i stylu. Początek był nawet zachęcający ale potem skaczemy po wątkach i robi się nudno, gdy nadchodzi finał to zupełnie nie czułem napięcia. Ci aktorzy naprawdę cisną jak mogą. Nawet ten drugi plan sporo od siebie daję, ale Juliusz Machulski nie jest już w stanie od nowa się wymyślić artystycznie. Widać, że ciągle tkwi w końcówce XX wieku. Żarty nie siadały. Cały film ratują postacie i sentyment starszych widzów do pierwszego filmu. Jak się chcecie wybrać do kina to zobaczcie najpierw jedynkę. Dużo wam to ułatwi.
Ocena: 5/10





Komentarze
Prześlij komentarz