The Bear sezon 2 (Disney+)
Pierwszy sezon był niezły ale niewybitny. Bardzo podobnie mogę napisać o drugim. Niezwykle jest on nierówny. Po pierwszych odcinkach można było wręcz zasnąć, bo był powolny i opierał się na wystawianiu pionków a dopiero z czasem one ruszyły z planszy. Odcinek szósty w połowie mnie wkurzył i znudził. On pokazuję spotkanie rodzinne, w którym brał udział Carmy. Typowe stereotypowe żydowskie spotkanie rodzinne. Kłótnia za kłótnią i szereg dziwactw. Mam problem z odbiorem serialu. On często zmierza w kierunku parodii, by chwilę potem dać nam łzawą scenę. Niby emocję są potrzebne ale te końcowe odcinki sezony poszły za daleko. Hiperbola wleciała za mocno. Rozumiem, że można się zaciąć w chłodni ale małe jest prawdopodobieństwo, że wydarzy się to akurat na otwarciu restauracji. Ten sezon opiera się na drodze do otwarcia nowej restauracji. Poszczególni pracownicy szkolą się w innych miejscach.
Podobał mi się wyjazd jednego z czarnoskórych do Skandynawii. Wspólne gotowanie z tamtym restauratorem było niezwykle inspirujące i wręcz romantyczne. Pewnie wielu będzie zaskoczonych ale z mojej perspektywy wątki dotyczące Carmy'ego są mało wciągające. Tym razem wrzucany jest temat miłosny i nieszczególnie czułem się zaangażowany. Dawna znajoma z dzieciństwa się pojawia w jego życiu. Fajna relacja, ale z takim pracoholikiem jak Carmy nie da się wytrzymać na dłuższą metę.
Drugi plan jest w tym sezonie nazwiskowo wręcz obłędny. Dostajemy Jamie Lee Curtis czy Olivię Colman. To sezon, który szuka tożsamości. Sam nie wie czym chcę być. Ja lubię ten serial, gdy skupia się na relacjach między kucharzami ale nie tymi, gdy na siebie krzyczą. Tylko, gdy wzajemnie się motywują i łączą siły by rozwiązać problem. Irytują mnie te krzyki niemiłosiernie. Ciekawe co przyniesie trzeci sezon...
Ocena: 6,5/10





Komentarze
Prześlij komentarz