Jurassic World: Odrodzenie





  Zobaczywszy w obsadzie do tego filmu Scarlett Johansson i Mahershala Ali naszła mnie refleksja, że być może ktoś postanowił zrobić w końcu dobry film o Parku Jurajskim. Może wziął się za to jakiś młody pełen świeżych pomysłów wizjoner. Czytając te powyższe słowa zapewne wiecie jaka jest ostateczna diagnoza. To typowy film komercyjny z ładnymi lokacjami, efektownymi sekwencjami i totalnie nierozbudowanymi postaciami. Ta cała Scarlett niby jest główną bohaterką, ale w zasadzie niczego wybitnego tu nie pokazuję. Bardziej błyszczy gość, który jest mega podobny do Orlando Blooma. Do momentu aż zobaczyłem po seansie obsadę myślałem, że to właśnie on tam gra. W każdym razie ta postać składa propozycję Scarlett by ruszyła do zakazanej ziemi z dinozaurami i zdobyła kroplę krwi trzech z nich. Przekonuję ją ogromną gażą. Wyglądało to trochę jak negocjację Marvela z Johannson w kontekście kolejnej Czarnego Wdowy. Projekt będzie fatalny ale mamona będzie się zgadzać. Ten gość należy do firmy farmaceutycznej i od początku widać, że to kanalia. Zbierają prawdziwą drużynę pierścienia. 








Tak naprawdę z całej tej ekipy największą sympatię wzbudza postać Mahershala Aliego. On mocno przypakował. Być może to jeszcze efekty treningów do roli Blade'a. Dodatkowo otrzymujemy rodzinkę, która ruszyła w zwykły rejsik. Nasza drużyna ich ratuję i dwie te ekipy trafiają na wyspę dinozaurów i się rozdzielają. Ta rodzinka chyba pojawia się tylko po to by zdemaskować Orlando Blooma. Film posiada sporo absurdów. Choćby scena sikania. Wolałbym jednak nie mówić dlaczego... Początkowe dwadzieścia minut filmu zapowiadało coś ciekawego. Potem film zaczyna otwierać za dużo wątków i akcja traci na tempie. W połowie już totalnie straciłem zainteresowanie.





 Odzyskałem je za sprawą relacji małego dinozaura z dziewczynką. Po raz drugi, gdy na koniec dostajemy sekwencję, która poruszyła moją wyobraźnie, że wydarzy się coś turbo kreatywnego i błyskotliwego. Niestety to się okazała złudna nadzieja, bo nastąpił kolejny atak dinozaura. W zasadzie trudno było mi kibicować naszym bohaterom, bo oni wkroczyli do domu dinozaurów. Ich reakcja wydała mi się zupełnie naturalna. To nie był nalot dinozaurów na Nowy Jork. Jak ktoś atakuję Cię w domu to oczywistym wydaję się obrona za wszelką cenę. Nie pamiętam poprzednich filmów z tej serii. Jedynie coś kojarzę, że w jednym z nich grał Chris Pratt. Jeżeli nie jesteście fanami, lepiej odpuśćcie sobie seans.







Ocena: 5/10

Komentarze

Popularne posty