Ironheart (Disney +)

 




  Moje doświadczenia z Marvelowymi serialami nie kończyły się zazwyczaj zbyt dobrze. Jedyny pozytyw jaki pamiętam to pierwszy sezon "Lokiego". Te późniejsze projekty rozpoczynałem ale zazwyczaj po jednym lub dwóch odcinkach pasowałem, bo nie widziałem szansy by coś ruszyło. Teraz zabrałem się za projekt, który nie okazał się aż tak tragiczny. Nawet dostrzegam tam kilka pozytywów mimo, że charakteryzuję się on przewidywalnością. Skupiamy się na czarnoskórej dziewczynie, która uczy się w drogiej szkole ale nie jest w stanie całkowicie tam rozwinąć swojego technologicznego potencjału. Dziewczyna chcę być Tonym Starkiem w spódnicy. Nawet zbudowała sobie strój a la Iron Man. Co prawda nie jest do końca dopracowany ale się rozwija. 




Swoją drogą dziewczyna paraduję z tym strojem w ręku po ulicach Chicago i nikt nie próbuję jej go ukraść. On naprawdę rzuca się w oczy. Nagle spotyka gościa, który proponuję jej tajemnicze spotkanie z jego szefem. Ona będąc pod ścianą i bez wyjścia godzi się przyjść. Tam musi przebywać dość stresujący test. Oczywiście go zdaję i dostaje "propozycję pracy". Jedyną motywacją jej od początku były pieniądze. Ten chłopak pokazuję jej walizkę z fortuną i daję jej kasę na zachętę. Ostatecznie dziewczyna trafia do zespołu. W zasadzie od początku nie wiadomo czym oni się zajmują. Wydawało się to takie dziecinne i naiwne od samego początku ale ten boss  miał plan dalekosiężny. Motywacja okazuję się stara jak świat i niezwykle intymna. Reszta tych członków to są przecinki i postacie totalnie nierozbudowane i co gorsza niezwykle podatne na wpływy. Na drugim planie mamy traumę głównej bohaterki. Jej przyjaciółka niedawno zginęła a brat zmarłej non stop się wokół niej kręci.






 Dziewczyna wskutek swoich wynalazków odtwarza wirtualną wersję koleżanki i ona pomaga jej technologicznie i towarzyszy praktycznie w każdym momencie życia. To relacja z potencjałem. Ich rozmowy naprawdę stanowiły mocny punkt projektu. Poszukałem pozytywów to teraz się trochę poprzyczepiam. Mam zarzut, że cała ekipa jest czarnoskóra. W tle aż się wiją klimaty LGBT. Ponadto w odcinku szóstym jako Mefisto pojawia się Sasha Baron Cohen. Wielki błąd, że tak późno. Każda scena z jego udziałem to złoto. Uważam, że wątek z nim a cała reszta fabuła to dwa odrębne poziomy. On w swojej roli jest mroczny, niepokojący, kuszący swoją prezencją. Umiejący wywierać wpływ na ludzi. Znakomity wybór castingowy. Ponadto twórcy za mało zbudowali naszą bohaterkę. Chciałbym odczuwać wobec niej więcej pozytywnych emocji a w zasadzie jest mi obojętna. Tak naprawdę z wyjątkiem czarnego charakteru nie ma tu nikogo na kogo warto zwrócić uwagę. Ten serial ma szczęście w jednym aspekcie. W przeszłości dostaliśmy od Disneya takie "hity" jak "Tajna inwazja", "To zawsze Martha" czy  "Mecenas She-Hulk". Poprzeczka oczekiwań nie była zawieszona wysoko. Na tle tych pozycji to oglądalny serial. Bez bólu obejrzałbym drugi sezon.






Ocena: 5/10

Komentarze

Popularne posty