Dzikość (Netflix)





  Byłem zaskoczony widząc kilka dni temu ikonkę do tego miniserialu. Erik Bana znowu w leśnych klimatach. Czyżby to miał być sequel "Suszy"? Całkiem niedawno w kinach leciała druga część. Okazało się, że to projekty zupełnie niepowiązane. Jedyne co je łączy to las i Erik Bana. Konstrukcja jednak bardzo podobna. Mamy zbrodnię na kobiecie i będący po przejściach główny bohater bierze się za śledztwo. Do pomocy dostaję młodą policjantkę, która przyjechała z LA. To dość zabawna decyzja, bo zazwyczaj ten wyjadacz glina przyjeżdża ze Stanów do tej małej mieściny a nie młoda początkująca policjantka. Taka zawodowa degradacja. Z czasem okazuję, że jej historia jest bardziej zawiła.




Spodziewałem się, że będzie to lekka rozrywka pod Netflixowego widza ale nie byłem gotowy na aż tyle klisz. Każdy moment zagrożenia naszego głównego bohatera kończy się ratowaniem życie przez kogoś i słyszymy odgłos pocisku. Oczywiście okazuję się, że Erik Bana nie stał się ofiarą egzekucji. To całe ich śledztwo niby złożone, ale ja już w drugim odcinku wiedziałem kto jest sprawcą całego zamieszania. Nie było to wprost powiedziane ale taka jednak drobna poszlaka się pojawiła, która otworzyła mi oczy. Wtedy, gdy o tym pomyślałem to raczej miałem refleksję, że to się nie może wydarzyć. Stało się inaczej. 




Serial liczy sobie 6 odcinków i jak dla mnie to była fatalna decyzja. Bardzo to się dłuży. Większa dynamika by była jakby to był półtora godzinny film. Mógłbym wtedy nawet bardziej pochwalić. Tak naprawdę tylko Erik Bana dwoi się i troi. Podobał mi się też jeden czarny charakter. Sceny tej dwójki były najprzyjemniejszym momentem tego seansu. Widoczki malowniczej Kanady również niczego sobie. Można się poczuć jakby się tam było z bohaterami. Nie jest to szkodliwy projekt ale nie spodziewajcie się cudów. Lepiej obejrzyjcie "Suszę".



Ocena: 5/10

Komentarze

Popularne posty