Mountainhead (Max)
Głośno było wokół tej produkcji ze względu na twórców. Oni odpowiadają za "Sukcesję". Ktoś napisał, że film wygląda jak jeden z odcinków tego serialu. Mamy czwórkę bogaczy, którzy spotykają się w domku w górach. Film opiera się na rozmowach o polityce, biznesie, problemach społecznych i jest pewnego rodzaju plebiscytem na największego buca z najbardziej wybujałym ego.
Trzeba przyznać, że dostajemy tu prawdziwy aktorski popis. Steve Carrell wcale nie jest tu najlepszy. Nie kojarzę z nazwisk tych aktorów, ale każdy z nich błaznuję koncertowo. Niestety na tym kończą się komplementy. Te dialogi może i są błyskotliwe i kreatywne ale forma w jakiej je otrzymujemy zanudza. Cały film w zasadzie taki jest.
Na koniec wchodzi w absurdalne klimaty ale w dużej mierze właśnie wtedy maski opadają i ci "wielcy" przyjaciele w końcu pokazują swoją prawdziwą twarz. Filmowi brakuję tempa i ogląda się to niezwykle ciężko. Klepanie formułek non stop. Rzucanie sloganami, które nie budują niczego. Podejrzewam, że większość z was po 20 minutach wyłączy. Nie będzie to najdłuższy wpis w mojej historii, ale zwyczajnie nie ma tu o czym już mówić...
Ocena: 5/10


.jpg)


Komentarze
Prześlij komentarz