Materialiści (Materialists)
Dawno tytuł produkcji nie opisywał tak dosadnie przesłania jakie z sobą niesie. Skupiamy się na tzw. "swatce". Dakota Johnson w roli specjalistki od związków. Każdy jej klient/ka tworzą listę oczekiwań względem drugiej strony i ona wg tych wytycznych szuka drugiej połówki. Na początku filmu wydawało się, że to będzie tło do wątku romantycznego między trio: Dakota, Pedro i Chris Evans. Nie ukrywam, że pierwsza godzina filmu to była dla mnie tortura. Dostajemy puste intelektualnie rozmówki między Dakotą i jej adoratorami. To sytuacja dość nietypowa. Chris Evans gra tu jej byłego chłopaka, natomiast Pedro Pascal gra nowego.
Ten pierwszy klepię biedę a drugi jest bogaczem i ma wszystkie cechy, których szukają kobiety. Swoją drogą jak absurdalnie brzmi obsadzenie Chrisa Evansa w roli mało zamożnego człowieka. Chłop się kojarzy z kosmicznymi gażami od Marvela. Generalnie nie wygląda jak ktoś nizin społecznych. Zapewne był to świadomy zabieg, by ludzie sobie tak pomyśleli jak ja. Nad tym projektem wisi napis: satyra. Nie jest ona nachalnie nam wbijana do głowy, ale choćby wątek wzrostu i powiększania go stanowi taką formę wyśmiania gustu kobiet. W końcu mężczyzna musi być wysoki. Każdy kto ma poniżej 1,80 to maluch. W wątku z Pedro to się pojawia na koniec. Tak jak wspomniałem na początku, film nabiera tempa i smaku w połowie. Wtedy jedna z klientek Dakoty przechodzi traumę za jej sprawą i ona zaczyna wątpić w swoją moc sprawczą. Pytanie tylko jakie ona od samego początku miała kompetencję? Każdy trzeźwo i logicznie myślący człowiek jest w stanie porównać cechy charakterów i dokonać dopasowania. Powiedzenie w tym przypadku o przyciąganiu się przeciwieństw można wyrzucić do kosza.
Film balansuję wokół dwóch wątków. Pierwszy to życie zawodowe bohaterki a drugi to te trio miłosne, choć tu nie ma jakiejś wojny między mężczyznami. Oni zachowują klasę jeżeli chodzi o samczy pojedynek kto ma bardziej wybujałe ego. Widać, że jest to film z przesłaniem. Ono na pewno jest bardziej skierowane do ludzi, którzy nie epatują bogactwem. Wiara w prawdziwą miłość. Pytanie tylko na ile to jest realne? Nie każdy biedak wygląda jak Chris Evans. To właśnie odbiera zakończeniu wiarygodność. Oczywiście dla kobiety wybór między Evansem a Pascalem to jak decyzja czy się woli włoską pizzę czy spaghetti. Obie rzeczy smakują wybornie. Co do aktorów. Mam jakąś formę słabości do Dakoty. Uważam, że ona wcale nie jest słabą aktorką, jak się o niej mówi. Tutaj jednak wydała mi się trochę bezbarwna. Chris Evans i Pedro Pascal są świetni. Myślę, że ten film powinien obejrzeć każdy singiel. Wleję to do jego serca dużo optymizmu.
Ocena: 6/10





Komentarze
Prześlij komentarz