M3GAN 2.0
Nikt jeszcze nie wymyślił skutecznej metody na sequel. Jedni ciągną ten sam wątek przez dwa lub trzy filmy a inni próbują rzeźbić, tworzyć konwencję od nowa, szukać nowych postaci. Twórcy najnowszej "M3gan" wybrali opcję drugą i do tego mocno na sterydach. W jedynce napięcie budowane było powoli, a dopiero w połowie film ruszył i miał swój urok. Ja osobiście pamiętam, że byłem na TAK. Na pewno osoba Jamesa Wana, który ma swój producencki udział powoduję, że daję projektowi większy kredyt zaufania. Dzisiaj jednak szedłem jak na ścięcie. W trakcie seansu chyba z dziesięć razy zmieniałem o filmie zdanie. Było trochę jak w małżeństwie. Przeplatały się emocję nienawiści i zauroczenia. Jeżeli celem kina jest wzbudzanie emocji, to "M3gan 2.0" możemy nazwać wielkim filmem.
Zapomnijcie o jedynce, tutaj dostajemy kino akcji, satyrę, klimaty sci fi, a co najzabawniejsze nie ma tu ani ułamka horroru. Co ciekawe mamy tego samego reżysera przy okazji dwóch filmów. To wręcz nieprawdopodobne jak różne są to dwa filmy. Dla mnie ten dzisiejszy to pastisz kina sensacyjnego klasy B. Tego, w którym na końcu trafia się psychopatyczny wizjoner mający prezencję i klasę. Do tego potrafiący dobrze przemawiać i porywać tłumy. Te żartobliwe wstawki naprawdę w większości przypadków były w punkt. W jedynce tytułowy robot "M3gan" był\a psychopatycznym mordercą broniącym swojego właściciela.
Tym razem trafia się większe zło i tylko M3GAN może pomóc rozwiązać problem. Także nasze trio musi współpracować mimo wszelkich zadr i pretensji. Film skupia się w dużej mierze na AI. Na szczęście nie sili się na jakieś pseudonaukowe mądrości. Pamiętam, że w pierwszym filmie brakowało mi humoru, tutaj dostajemy go wiele. Co więcej nasza sztywna robotyczka pada ofiarą fenomenalnych drwin. Ja jestem lekko rozdarty po tym seansie. Dostrzegam szereg głupotek ale ta odwaga twórców i chęć zaskoczenia naprawdę mi zaimponowała.
Ocena: 7/10





Komentarze
Prześlij komentarz