Fenicki układ

 




 Do pewnego momentu byłem na bieżąco z filmami Wesa Anderson. Nie widziałem jego poprzedniego projektu czyli "Asteroid City". Wynikało to ze stanu mojej irytacji po obejrzeniu "Kuriera Francuskiego z Liberty...". Anderson ma swój niepowtarzalny styl. Nietrudno rozpoznać film zrealizowany przez niego. Tym razem ponownie zaangażował plejadę gwiazd. W roli głównej Benicio Del Toro, na drugim planie mamy Toma Hanksa czy Scarlett Johansson. 




Skupiamy się na losach biznesmana "Zsa-zsa" Kordy. Po przeżyciu katastrofy lotniczej postanawia on zmienić swoje życie i angażuję zakonnice-córkę. Wokół wątku ich pokrewieństwa trochę się dzieję. Film jest przedstawiony w konwencji satyrycznej. Mamy żarty z dynamitu, który ma wybuchnąć za 19 minut czy z postrzelenia naszego bohatera. To film wybitnych sekwencji ale fabularnie jak zawsze u Andersona posucha. Potrzeba sporej tolerancji i uwagi by wgryźć się w jego filmy.





 Dostrzegam tu sporo podobieństw do "Grand Budapest Hotel". Mamy tu na myśli przede wszystkim kostiumy. Od początku seansu widać, że wszystko jest tu przemyślane i na wysokim poziomie. Anderson dość poważnie dotyka tematu religii. Mamy nawet scenę jak Korda klęczy przed boskim obliczem, choć wygląda to mało poważnie. Jakby było pewną formą drwiny z życia po śmierci. W tle rozgrywa się wojenka biznesowa, ale ona z mojej perspektywy była zupełnie nieangażująca. Na pewno nie jest to film dla każdego. Tylko fani jego twórczości poczują się spełnieni.






Ocena: 6/10

Komentarze

Popularne posty