Ulica Strachu: Królowa balu (Netflix)
Pamiętam, że jakiś czas temu była seria filmów o tym tytule. Nie wciągnęły mnie one jakoś szczególnie, a zaznaczę, że jestem wielkim fanem horrorów. Tutaj natomiast dostajemy odrębny film, który opowiada historię konkursu szkolnego na królową balu. Każda z uczestniczek jest celem seryjnego mordercy.
Nie da się ukryć, że twórcy pisząc taki scenariusz stanęli przed sporym dylematem. Pójdziemy na ostro i będziemy celebrować zbrodnie, bawić się konwencją, wyśmiewać ją na każdym kroku czy zrobimy to na serio, jak to się dzieję choćby w "Krzyku". Znakomitym przykładem jak zardzewiałą konwencję ożywić jest niedawne "Oszukać przeznaczenie". Tam postanowiono pójść w satyrę i to wyszło bardzo dobrze. Ludziom się spodobało. Tutaj natomiast przy tych zbrodniach próbuję iść w obśmianie. Raz czy dwa może to siada ale to nie jest jakaś konsekwentna droga. Innym problemem jest brak sympatii do bohaterów.
Tak naprawdę jak ta nasza outsiderka zginie to ja nie będę szczególnie poruszony. Ona na tle tych rozkapryszonych dziewuch wydaję się najnormalniejsza ale bym też nie szalał by ją tak wybielać. Prowadzi tam jakąś infantylną wojnę z innymi dziewczynami. Ona uchodzi za ofiarę. Mamy też chłopaka, w którym się kocha. Za cholerę nie pamiętam jego imienia. Tak naprawdę nikogo tam nie kojarzyłem. Nawet, gdy okazało się kto zabija to też generalnie nie wiedziała co to za osoba. Tam na końcu okazują się rzeczy nawiązujące trochę do jednego z "Krzyków", jeżeli chodzi o ilość zbrodniarzy. Troszeczkę sobie ponarzekałem, ale dla widza Netflixowego zapewne będzie to podniecający seans.
Ocena: 5/10





Komentarze
Prześlij komentarz