Ty (You) sezon 5 (Netflix)
Ostatni sezon wzbudził wśród fanów wątpliwości. Sam mam mocno ambiwalentne odczucia. Z jednej strony doceniam szereg zaskakujących zwrotów akcji, ale z drugiej mam wrażenie, że te dziesięć odcinków to jest za dużo. Ten sezon jednak poszerza naszą wiedzę dotyczącą motywacji Joe. Bohater przyznaję się, że lubi zabijać. Nie doświadczaliśmy takich głębokich wyznań do tej pory. Joe żyję sobie szczęśliwie z Kate. Tym razem nie musi żyć w cieniu tylko może czerpać z życia garściami.
Sielanka jednak szybko się kończy. Odzywają się demony przeszłości i pojawia się nowy obiekt westchnień, który nie będzie tak groźny jak jego była żona Love, ale to zauroczenie przyniesie mu zgubę. Gdybyśmy spróbowali stworzyć portret psychologiczny Joe to warto byłoby zacząć od tego, że jest mężczyzną pragnącym szczęścia. Niestety, gdy już wydaję się, że go doznaje to pojawiają się kolejne pokusy i zdaję sobie sprawę, że są większe ideały niż jego obecna partnerka. Na pewno gość jest manipulantem i pozbawionym empatii potworem. To człowiek, który za sprawą swojej przenikliwości i inteligencji jest w stanie zmanipulować i zbajerować każdą kobietę. Taka Kate wydała się kimś nie do zdobycia ale chłop się postarał i ona potem jadła mu z ręki.
Zabrakło mi w serialu jakiegoś zaufanego terapeuty dla Joe, albo kogoś kto znałby jego tajemnice i był jego głosem rozsądku czy hamulcowym. On wszystko trzyma w sobie. Spore zastrzeżenia mam do zakończenia tej historii. Odbyła się ona zbyt sztampowa i zasługiwała na mocniejszą puentę. Dostajemy coś czego moglibyśmy się spodziewać. Całościowo jest to udany serial ale mam wrażenie, że był za długi. Skrócenie ilości odcinków do sześciu nie pozwoliłoby widzom się znudzić. Doceniam Penna Badgleya, który wciela się w postać Joe. Naprawdę wiarygodnie to zagrał. Myślę, że to taki przyjemny serial do chipsów z czymś mocniejszym. Polecam sprawdzić tym, którzy go przeoczyli.
Ocena: 6/10





Komentarze
Prześlij komentarz