Surfer

 




Nadeszła kolejna premiera. Tym razem film z Nicholasem Cagem. Zupełnie o nim nie słyszałem. Opis zwiastował kliszowy slasher i kolejne show aktora. To pierwsze to bujda, ale to drugie to już jak najbardziej. Początek naprawdę zapowiadał walkę na śmierć i życie między Cagem a tajemniczymi psychopatami z plaży. 





Film rozpoczyna się od sceny w samochodzie, gdzie główny bohater wraz z synem jadą na plażę posurfować. To rodzinne okolice jego. Planuję tam kupić WŁASNY dom. Brzmi to dość absurdalnie ale w dużej mierze taki właśnie jest to film. Nasi bohaterowie natrafiają na grupę dzikusów, którzy nie pozwalają im pływać. Nie dochodzi do bójki, mężczyzna jednak nie odpuszcza. Syna wyjeżdża a on pozostaje w samochodzie na parkingu obok plaży. Tam wdaję się w kolejne konfrontację z napastnikami i totalnie upada. Trochę jak bohater niedawnego "Porządnego człowieka" czy dawniejszego "Upadku" z Michaelem Douglasem. Staję się wręcz bezdomnym. W pewnym momencie oprawcy próbuję wmówić mu wariactwo i to, że jest lumpem od dawna i nie przyjechał tam żadnym Lexusem. Potem mężczyzna dostaję niezbity dowód i film przechodzi na jasną stronę mocy. Mówię tak, bo przez większą część czasu filmu mamy nudę. Gość łazi po parkingu i non stop spotykają go jakieś przykrości. Fabuła stoi w miejscu. 





Dopiero później przychodzi przełom, który wyjaśnia nam motywację tych oprawców i stawia naszego bohatera wobec dylematu, co dalej będzie z jego życiem? To bardzo dziwny film. Myślę, że wielu osobom nie podejdzie. Ja jednak doceniam pomysłowość i chęć zrobienia czegoś innego. Nicholas Cage wraz Julianem McMahonem naprawdę tworzą na ekranie znakomity duet. Obaj są znakomici. Oni ciągną ten film od samego początku. Ich skomplikowana relacja trzymała moją uwagę. Nie jest to produkcja dla wszystkich, ale choćby dla sceny "jedzenia" szczura przez Nicholasa Cage'a warto iść do kina.






Ocena: 7/10

Komentarze

Popularne posty