Frendo

 




   To bez wątpienia jeden z najbardziej absurdalnych filmów roku. Ma on problem z tożsamością. Z początku rozkręcał się niczym klasyczny horror o klaunie zabijającym młodzież. Nie bez powodu wspominam tu małoletnich bohaterów. Na końcu otrzymujemy uzasadnienie krwawych uczynków. Z drugiej zaś strony w pewnym momencie staję się pastiszem i ewidentnie próbuję obśmiać konwencję, choćby za sprawą absurdalnej sceny z klaunami. Dawno mi się nie zdarzyło na seansie tak często kręcić głową z niedowierzania. To niby dobrze, ale to bynajmniej nie świadczyło o moim zachwycie tym co oglądam. 




Zacznijmy od początku. Kręcimy się wokół dziewczyny i jej ojca. Przyjeżdżają do małej mieściny by zacząć od nowa. W międzyczasie pojawia się wątek zmarłej matki. On nie jest jakoś szczególnie rozwijany. Dziewczyna w szkole zaprzyjaźnia się z grupą szkolnych youtuberów. Kręcą filmiki o klaunie Frendo. Tutaj szacun dla twórców, że nie poszli w oklepaną kliszę o ponadludzkim klaunie. Rozegrali to nawet oryginalnie. Potem jednak dzieją się już rzeczy mega odklejone. 





Pojawia się nawet wątek LGBT. On był na marginesie, ale nie będę się czepiał, bo on akurat jest tu najmniej absurdalny. Idąc do kina na to zapomnijcie o strachu. Spodziewajcie się raczej emocji śmiechu albo zażenowania. To idealny seans dla wielbicieli fatalnych horrorów. Przyznam jednak, że widziałem gorsze. Leniwca seryjnego mordercy nic nie przebiję...






Ocena: 3/10

Komentarze

Popularne posty