The Last Showgirl
Wiele się mówiło o kolejnym aktorskim powrocie po latach zapomnienia. Mieliśmy prawie Oscarowy powrót Demi Moore za sprawą "Substancji" (dostępny już na Prime Video!!!). Teraz Pamela Anderson. Ktoś napisał, że ten film powstał by Pamela Anderson mogła znaleźć swoje miejsca na gali Oscarowej. Podpisuję się pod tą opinią. Pamiętam ją jeszcze z serialu "Słoneczny patrol" i jak wiadomo zawsze słynęła z ogromnego biust. W jakimś stopniu zrobiła z tego swój znak rozpoznawczy. Wyobrażacie sobie co dziś mówiłoby się o kobiecie jadącej na tak prymitywnym "talencie". Wystarczy przypomnieć przykład Sydney Sweeney. Ona w dużej mierze za sprawą dużego biustu nie jest traktowana poważnie. Ja do dziś nie wiem czy ona jest dobrą aktorką. To samo mogę powiedzieć o Pameli. Owszem wszyscy chwalą jej występ, ale moim zdaniem nie jest nawet w połowie tak dobry jak ten Demi Moore. Nie bez przyczyny stosuję te porównanie.
Ten film to starsza siostra "Substancji". Mamy kobietę po 50-tce, która robi karierę w tańcu erotycznym i pracowała w nim ponad 30 lat. Teraz zamykają te grupę i ona musi zacząć życie od nowa. W "Substancji" nasza bohaterka totalnie zatraciła się w tym depresyjnym stanie. Natomiast bohaterka z "The Last Showgirl" ma łatwiej, bo może i nie mieszka w takim luksusie ale ma córkę. Także ma dla kogo żyć. Niestety zaniedbywała ją i teraz to wychodzi. Nie ukrywam, że bardziej ta ich relacja mnie interesowała niż kolejne smutne i płaczliwie rozmówki jak to jest jej ciężko.
Historia została tak przedstawiona, że nie czułem współczucia względem głównej bohaterki. Powiem wręcz, że mnie strasznie irytowała. Ponadto czułem się bardzo niekomfortowo za sprawą licznych zbliżeń na twarz Pameli Anderson. Nie wiem na ile ona tu popisuję się aktorsko a na ile jest po prostu sobą. Na pewno było jej łatwiej, bo ona sama doskonale wie co czuję jej postać. Film trwa ponad półtorej godzinie a mi się dłużył jakby trwał co najmniej dwie i pół. Dla mnie jest on pustką.
Ocena: 5/10
.jpg)




Komentarze
Prześlij komentarz