Minecraft: Film







  Jason Momoa, Jack Black i kultowa gra komputerowa. Mnie to nie grzało, ale byłem ciekaw czy film uzasadni mi fenomen Minecrafta. Początkowy monolog postaci Jacka Blacka nie zwiastował niczego dobrego. Potem na ekranie pojawił się Jason Momoa i zrobiło się ciekawie. Wciela się on tu w postać legendarnego gracza o jakże wpadającej w ucho ksywce: "Śmieciarz". Powiedziałbym, że Momoa jest tu sobą i postacią, którą jest w każdym filmie. Takim typowym błaznem. 






Na drugim planie mamy rodzeństwo. Dodając do tego lokalną czarnoskórą kobietę mamy zabójczy tandem. Oni wskutek różnych zbiegów okoliczności trafiają do gry Minecraft. Wkraczamy do tego świata, gdzie od lat przebywa postać Jacka Blacka. Przez moment sobie pomyślałem, że w tych postaciach jest ogromny potencjał. Na interakcji między nimi dało się zbudować coś uroczego. Niestety tutaj każdy poważniejszych wątek rozwiązywany jest w jednej scenie. Ta historia jest banalna i tym samym mało wciągająca. W między czasie Momoa próbuję błaznować do spółki z Blackiem ale zwłaszcza ten drugi potyka się o własne nogi i wypada karykaturalnie. Lepszy jest ten pierwszy, bo on uroczy jest w tym swoim prostactwie. 






Podejrzewam, że jako laik nie wyłapałem wielu oczek puszczonych do fanów, ale zapewne były one, bo po seansie dzieci na mojej sali były zadowolone. Myślę, że w dużej mierze jest to film dla fanów. Na przykład serial "Fallout" był w stanie zaintrygować nawet takiego zrzędę jak mnie. Tutaj były tylko momenty. Może dwa udane żarty. Podejrzewam, ze jutro nie będę już pamiętał tego seansu. 






Ocena: 5/10 

Komentarze

Popularne posty