Grzesznicy (Sinners)

 





  Dużo pozytywnych opinii płynęło do nas a propos najnowszego filmu z udziałem Michaela B. Jordana. Aktor do tej pory słynął z ról poważnych i raczej dramatycznych. Mam wrażenie, że on nie bierze byle czego. Teraz ponownie połączył siły z Ryanem Cooglerem. Już raz współpracowali. Za sprawą "Creeda". Tym razem postanowili opowiedzieć o rasizmie w klimacie horrorowym. Może trochę przesadzam z propagandowym przesłaniem tego filmu. Bardziej opiera się na tym, że wampiry są tu białe (w większości). 




Początkowa faza filmu nie napawała mnie optymizmem. Wstęp jest za długi i już spoglądałem w telefon. Później przechodzimy w klimaty horrorowe i zrobiło się ciekawie. W głowie pojawiły się skojarzenia z takimi dziełami jak "Od zmierzchu do świtu" Roberta Rodrigueza czy "Django" Quentina Tarantino. Chociaż tutaj w zasadzie nie ma za dużo do śmiechu. Mam wrażenie wręcz, że zabrakło tu kilku kontrowersyjnych żartów. Film jest zrobiony bardzo bezpiecznie. Byle tylko nikogo nie urazić. Białych, czarnych, żółtych. Akcja skupia się wokół dwójki braci. Obu gra Michael B. Jordan. Robi to bardzo dobrze ale nie wybitnie. Wykupują pewną budowle w celu zorganizowania imprezy dla lokalnych czarnoskórych. Wyjątkiem jest ukochana jednego z braci. Ona jest biała, ale po negocjacjach pozwalają jej zostać. Kobietę gra Hailee Steinfield. Nagle w trakcie imprezy wpada trójka nieznajomych o białym kolorze skóry. My widzowie wiemy, że oni są potworami ale biesiadujący nie mają pojęcia. W tym momencie włączyła mi się lampka ostrzegawcza i byłem ciekaw czy twórcy pójdą najprostszą drogą czy spróbują coś urozmaicić. Najłatwiej byłoby zorganizować grubą rozpierduchę od razu. Na szczęście wybrano te drugą drogę. Widać, że Coogler chciał zrobić coś nowego a nie film, który już widzieliśmy setki razy. 




Bardzo podobał mi się montaż. Dodawał zagadkowości, nie dawał nam wszystkiego na tacy. Próbowali wrzucić tu jakieś ambitniejsze przesłanie, ale moim zdaniem to zupełnie nie działa. Film najlepszy jest w konwencji horrorowej. Wtedy, gdy wampiry wygłaszają swoje absurdalne kwestię. Czuję, że ten film podzieli widownię. Jedni będą zachwyceni tymi kilkoma znakomicie nakręconymi sekwencję, a inni stwierdzą, że Coogler się pogubił. Za dużo srok za jeden ogon chciał złapać. Ja polecam iść do kina. 






Ocena: 7/10

Komentarze

Popularne posty