Dziewięć trupów w meksykańskiej kostnicy (MAX)

 



  To serial o lekko absurdalnym tytule ale zaskakująco oglądalny. Pasażerowie pewnego lotu rozbijają się na wyspie i tam znajdując się w potrzasku szukają ucieczki. Okazuję się, że wielu z nich ma bogatą przestępczą przeszłość. Z czasem zaczynają powoli ginąć kolejne osoby. Morderca jest wśród nich. To zawsze ciekawa konwencja. Tym razem nie mamy tu żadnego detektywa ani kogoś komu możemy bezgranicznie ufać. 





Nie ma głównego bohatera. Każdy ma swoje tajemnice. Tak naprawdę im dalej jesteśmy z historią tym robi się ciekawie. Bardzo zbliżona konwencja do kultowego "Lost". Tylko znacznie mniej złożona i nie dostajemy tu aż tak wielu barwnych postaci. Nie da się ukryć, że fabuła trzyma ten serial. Wizualnie nie wygląda to za dobrze. Widać, że kręcili w jakimś studiu. Sztuczność biję po oczach. Nie mówiąc już o montażu. Tam też można się przyczepić do wielu rzeczy. Ogląda się to jednak całkiem nieźle. Mamy napięcie. W pewnym momencie można było totalnie zgubić tropy. 




Na pewno mamy tu sporo absurdów. Wprowadzenie jakiegoś gościa w masce czy wątku szpiegowskiego. Zakończenie ostatniego odcinka sugeruję, że możemy się doczekać drugiego sezonu. Mimo, że raczej los tych postaci był mi obojętny, to jakoś przyjemnie mi się śledziło te ich wzajemne krętactwa. Oglądalny serial.


Ocena: 6/10

Komentarze

Popularne posty