The Electric State (Netflix)
Wszędzie czytam, że to jeden z najdroższych filmów w historii. Obawiam się jednak, że połowa tej kwoty poszła na gażę dla Chrisa Pratta. Poprzeczka wywieszona nie była za wysoko. Przypominając sobie te fatalne Marvelowe projekty. To jest nieprawdopodobne jak można wypuścić tak fatalny film. Nie wiem co tu jest najgorsze. Mam wrażenie, że tylko Millie Bobby Brown się stara i daję z siebie wszystko. Zapewne wynika to z jej sytuacji zawodowej. Nie może sobie pozwolić jak Pratt na granie na pół gwizdka i takie kompromitację. Pojawiła się jakiś czas temu w innej Netflixowej papce, ale tamto i tak było lepsze od tego co otrzymaliśmy od braci Russo. Na wielu te nazwisko robi wrażenie. Na mnie nieszczególnie, bo nigdy żaden ich film mi się nie podobał.
Historia skupia się na dziewczynie, która straciła brata i ona postanawia go odnaleźć i wyrusza w podróż. Znajduję Chrisa Pratta i wędrują sobie walcząc ze złolami. Fatalnie jest to napisane. Nie ma nawet jednego dobrego dialogu. Nie mówiąc już o jakimkolwiek zaangażowaniu emocjonalnym widza. Początek sugerował, że może pójdziemy w konwencję "Bumblebee" i klimaty "Transformers" ale potem zmierzamy w przewidywalną do bólu historyjkę. Myślę, że jakby lepiej zbudowano relację Pratta z dziewczyną to ta podróż mogła sprawić frajdę, ale dostaliśmy produkt, który na szczęście ominął kina. Zastanawiałem się czemu projekt, który kosztował 320 milionów dolarów trafił zaledwie na Netflixa. Moje przepuszczenia okazały się prawdziwe. Po prostu jest za słaby i nikt na to by nie poszedł. Trochę współczuję Millie Bobby Brown. Po tym "Stranger Things" jej kariery mogła nabrać rozpędu a tak wpadka po wpadce. Tutaj początkowo gra zbliżoną postać do tej z serialu. Moim zdaniem ona ma bardzo podobny problem jak nasz Maciej Musiał. Ma wizerunek dziecka. W oczach widzów ciągle odbierana jest jak nastolatka. Myślę, że rola jakiejś femme fatale mogłaby pozwolić jej odciąć się od tego wizerunku. Liczę, że ktoś postawi na nią mocniej, bo nie jest tak zła jak ten film.
Co do Chrisa Pratta, to nie szanuję tego typu aktorstwa. Ciągle tylko komiksowe kino, zero ambicji by zagrać coś poważniejszego. Da się, wystarczy spojrzeć na Roberta Downey Jr. Nie jestem fanem "Oppenhaimera" ale trzeba mu oddać, że zagrał tam bardzo dobrze, nawet dostał Oscara. Odciął się od kina superbohaterskiego i chciał coś aktorsko pokazać i osiągnął cel. Sam jestem ciekaw jak widzowie Netflixa odbiorą ten film. Ja jestem na zdecydowane NIE. Znacznie bardziej wolę "Madame Web", bo tam chociaż można popatrzeć na Sydney Sweeney.
Ocena: 3/10




Komentarze
Prześlij komentarz