Na gorącym uczynku (Netflix)
Po raz kolejny dostajemy serial spod szyldu Harlana Cobena. Myślę, że w końcu trzeba z tym skończyć! Tym razem skupiamy się na temacie internetowego podrywacza, który uderza do niepełnoletnich dziewczyn. Łączy się z zaginięciem dziewczyny. My podążamy za cenioną dziennikarką śledczą. Trafia do pewnej rodziny, gdzie spotyka mężczyznę. Takiego typowego samca alfa. W dobrym tego słowa znaczeniu. Dochodzi między nimi do zbliżenia, po czym dowody zaczynają wskazywać, że to on jest sprawcą. Ucieka przed policją. Kobieta dopiero co była nim zauroczona a już wydaję wyroki bezwzględne. To był pierwszy odcinek. Wiadomym, więc było, że on jest niewinny.
Nasza bohaterka jest samotną matką i wokół relacji z synem trochę się dzieję. Początkowo myślałem, że może on ma coś za uszami ale ostatecznie okazuję się nieistotnym pionkiem. Serial ma ogromny problem. Nie udało mu się zbudować postaci, więc ktokolwiek okazałby się złoczyńcą to nie zrobiłoby to żadnego wrażenia. Sześć odcinków to zdecydowanie za dużo. Myślę, że jakby się zamknął w czterech to lepiej cała historia by wybrzmiała. Oglądałem te wszystkie projekty oparte na powieściach Cobena i mam obserwację, że najlepsze były te brytyjskie. One miały niepowtarzalny klimat. Natomiast te polskie i hiszpańskie są mało angażujące i pozbawione efektu WOW.
Gdybym miał powiedzieć coś o plusach. Nie było wrzuconego na siłę wątku LGBT albo rasistowskiego, ponadto do aktorów nie mam zarzutów. Cisnęli ile się dało. Niestety problemem jest budowanie napięcia i sympatyzowanie z postaciami. Ja po tych sześciu odcinkach pamiętam tylko główną bohaterkę i jej syna. Reszta to nic nie znaczące pionki. Czarne charaktery okazują się miałkie. Na liście Netflixa zajmuję ten serial drugie miejsce. Wiadomo co jest na pierwszym miejscu...
Ocena: 5/10





Komentarze
Prześlij komentarz