Maria Callas (Oscary 2024)
Nie zmienia to faktu, że moim zdaniem to jej najlepsza rola w karierze. Miała nawet kilka wybitnych momentów, ale zrozumiem tych, którzy będą psioczyć na jej rolę. Ci hejterzy zapewne powiedzą: widzę Angelinę Jolie a nie postać. My jesteśmy tu na etapie końca życia wybitnej sopranistki Marii Callas. Poznajemy jej przeszłość i mamy zrozumieć jej ból. Tutaj jednak pojawia się pewien problem. Ja osobiście nie przepadam za naszą gwiazdeczką. Ona na co dzień pławi się w luksusach a jedynym jej problem jest to, że nie może już śpiewać. To oczywiście przykre, wiadomo, że życie po życiu zawsze jest czymś trudnym ale czy my powinniśmy nad nią płakać, jak co niektórzy z nas bardzo chorują albo nie mają czym zapłacić za rachunki. Nie mam chyba w sobie tyle empatii by tak ustawionej życiowo kobiecie kibicować i współczuć. Z całą pewnością dlatego Jolie spodobała się ta rola, bo gra tu silną i niezależną kobietę. Taką, której boją się mężczyźni. Ponoć my nie lubimy takich kobiet. Ta jej samotność zapewne wynikała też z tego.
Bardzo dziwne są tu jej relację damsko-męskie. Spotyka się z samymi dzianymi staruchami a jak na moje oko mogła wtedy być około 40-tki. Podobał mi się drugi plan. Dwójka pracowników naszej gwiazdeczki to naprawdę świetni ludzie. To aż dziw, że oni chcą pracować u tak rozkapryszonej i antypatycznej postaci. Ciekawa byłaby ta historia z ich perspektywy. Czy Angelina Jolie tą rolą zasłużyła na nominację do Oscara? W sumie to bez znaczenia, bo i tak wygra Demi Moore...
Ocena: 6/10





Komentarze
Prześlij komentarz