Grafted
Ten film wygląda jakby ktoś obejrzał "Substancję" i postanowił zrobić coś podobnego ale we własnej stylistyce. Zapewne stąd udział Azjatów w tym projekcie. Film rozpoczyna się od sceny w laboratorium, gdzie siedzi dziecko z ojcem. Oboje mają na twarzy coś w rodzaju oparzenia. To dziedziczne i podobno wskutek jakiejś klątwy. Mężczyzna jest naukowcem i przez całe swoje życie pragnie odkryć lek na to poparzenie. W trakcie jednej z prób dochodzi do komplikacji i ginie. Następnie dziewczynka jest już starsza i wyjeżdża do Nowej Zelandii. Tam mieszka ciotka dziewczynki wraz z córką.
Poznajemy przyjaciółki tej córki oraz nauczyciela, który jest jakimś wziętym naukowcem. Tak się wydaję, bo wystarczy spojrzeć na dom, w którym mieszka. Pewnego razu przyłapuję naszą Wei na eksperymentach w laboratorium i poznaję tym samym zapiski zmarłego ojca dziewczynki. On nie jest nikim dobrym. Ma romans ze studentką i jest aroganckim bucem. To jednak nie usprawiedliwia tego co z nim zrobiła nasza główna bohaterka w końcowej fazie filmu. Czy mi się podobało? Chyba wszyscy są zgodni, że sam pomysł na film był fenomenalny, ale realizacja planu pozostawia sporo do życzenia. Bez wątpienia jest to mieszanka body horroru i slashera. Odnosiłem wrażenie, że oglądam bardziej jakiś Azjatycki horror a nie film mający być kopią "Substancji". Myślę, że z premedytacją nie dostaliśmy tu żadnej podbudowy postaci. Ten film miał przede wszystkim dawać rozrywkę a nie być jakąś formą komentarza społecznego. Choć niewykluczone, że ktoś może coś dla siebie wychwyci po tym seansie. Nie wiem co wydarzyło się w głowie tej dziewczyny za sprawą tych środków. Może to były skutki uboczne albo już forma uzależnienia od potrzeby bycie pięknym.
Nie da się ukryć, że to ogromny problem społeczny. Każdy chcę uchodzić za pięknego, bo tacy ludzie cieszą się popularnością, są bardziej poważani i płeć przeciwna garnie się do kogoś urodziwego a nie brzydoty. Często ludzie wygłaszają tezy, że uroda nie jest najważniejsza ale robią to zazwyczaj z pobudek wizerunkowych. Po co jednak tak udawać i się wstydzić? Szkoda, że dziewczyna z "Grafted" nie spotkała na swojej drodze jakiejś bratniej duszy, która pomogłaby jej podnieść swoją samoocenę. Nie da się ukryć, że to ojciec jest największym winowajcą, bo miał obsesję na punkcie naprawy swojej i córki twarzy. Myślę, że można na tym filmie dobrze się bawić, ale potrzeba dużej dozy tolerancji. Pamiętajmy, że piękno ma wiele odmian....
Ocena: 6/10





Komentarze
Prześlij komentarz