Dzień zero (Netflix)




  Robert De Niro powraca na mały ekran. Niestety to co dzieję się z tym wybitnym aktorem to totalna kompromitacja. Abstrahując już od jego poglądów politycznych i wspierania otwarcie jednego z kandydatów w wyborach prezydenckich, bardziej chodzi o brak powiedzenia STOP w aktorstwie i pielęgnowaniu marki jaką jest nazwisko: DE NIRO. Na nikim już nie robi wrażenia to nazwisko w obsadzie. Nawet w tym serialu on nie pokazuję jakichś niesamowitych umiejętności aktorskich. Wciela się tu w rolę byłego prezydenta USA, który zostaje wezwany przez obecnego by rozwiązać problem w kraju. Odnaleźć sprawców spisku. 




Co najzabawniejsze głową państwa jest tu czarnoskóra kobieta. To zapewne nawiązanie do Kamali Harris. Oczywiście ona tu prezentuję się krystalicznie i nie ona okazuję się największym złem. Z drugiej strony może i dobrze, bo ile już widzieliśmy projektów, gdy głowa państwa jest symbolem upadku moralnego. No dobra, ale już zapomnijmy o aspekcie propagandowym. Najgorsze, że przez pierwsze trzy czy cztery odcinki ogląda się to okropnie. Nie ma napięcia, jakichś wyrazistych i krwistych postaci. Sto tysięcy postaci i to niby ma się skleić w całość ale, gdy na końcu poznajemy odpowiedzi to może i powinny nam włosy stanąć dęba ale jakoś na mnie nie zrobiła to aż takiego wrażenia. Dla mnie ta historia to totalna pustka. Główny bohater niby na końcu staję przed ogromnym dylematem, ale nieszczególnie mnie obchodziło na co się zdecyduję. 




Zaskoczyła mnie tylko jedna rzecz. Mam na myśli uśmiercenie jednej z twarzy projektu. To jednak wcale nie podziałało pozytywnie, bo ta osoba była najmocniejszym punktem projektu. Nie wiem kto napisał ten scenariusz ale to jakiś cholerny sabotażysta. Podążanie za De Niro jest koszmarnie nudne i na całe szczęście to tylko sześć epizodów, bo nie zniósłbym choćby jednego więcej odcinka. Początkowy koncept scenariusza, może i jest odgrzewanym kotletem ale takim, który ludzie lubią oglądać. Dla mnie to jest samograj. Nawet nie mam żalu aktorów. Oni się starają, a najbardziej Jesse Plemons ale to nie oni zawiedli, to jak to jest napisane. Nie zmienia to faktu, że  moim zdaniem bardzo szkodzi temu projektowi osoba Roberta De Niro. Jakby dali kogoś mniej charakterystycznego ale charyzmatycznego to dałoby się na tej osobie oprzeć projekt i ludzie by to kupili. Choć moim zdaniem i tak to kupią, bo widz Netflixa nie słynie z wielkich wymagań.






Ocena: 5/10

Komentarze

Popularne posty