Better Man: Niesamowity Robbie Williams

 



  Pamiętam z dzieciństwa takie piosenki jak "Angels", "Feel" czy "Supreme". Akurat ta ostatnia nie znalazła się w filmie, ale dwie pierwsze odegrały niezwykle istotną rolę. To nie jest zwykła biografia. To jeden z tych projektów, który za wszelką cenę chciał się odróżnić od podobnego typu tworów. Najlepszym argumentem na potwierdzenie tych słów jest dobór "aktora" jako głównego bohatera. Małpa występuję tu jako Robbie Williams. Zanim film się rozpoczął to mamy scenkę, gdzie muzyk wraz z reżyserem tłumaczą nam powody i puszczają oko przed seansem. Uważam, że to był świetny pomysł. Rzadko kiedy artysta, o którym będzie film wypowiada się w projekcie. 




Film najlepiej wypada, gdy są sceny muzyczne. Fabuła jakby była tłem, choć końcówka jest niezwykle emocjonalna. W ciągu tych 130 minut widziałem trzy filmy w jednym. Jeden to musical z przebojami Williamsa (podobało mi się), drugi to klasyczny dramat, gdzie gość, który zdobył sławę popadł w depresję i zatracił w różnego rodzaju używkach, a trzeci to satyra z podobnego typu projektów. Całościowo film się broni, choć z całą pewnością nie każdy kupi to. Na pewno można sobie na seansie potupać nóżką, bo jak wspominałem momenty śpiewane są ogromnym plusem. Znakomita choreografia. Pochwaliłbym również montaż. Widać, że chciano być oryginalnym. 




Nie poznacie tu zbyt dużych kulis pewnych głośnych momentów życia. Mam tu na myśli rozstanie Williamsa z Take That czy relację z wokalistką girlsbandu. Od lat spekulowane a propo orientacji seksualnej Williamsa. Tutaj nawet robią sobie z tego żarty. W dużej mierze właśnie to taki film jest, tylko ta końcówka może być odebrana różnie. Ja odbieram ją pozytywnie, bo jednak przesiąknięta jest przesłaniem na TAK a nie robieniem z siebie ofiary. Myślę, że warto wybrać się do kina, bo to seans, który nie zostanie nikomu obojętnym.





Ocena: 7/10

Komentarze

Popularne posty