3000 metrów nad ziemią
Dawno nie widziany Mel Gibson powraca na duży ekran. Tym razem jako reżyser. Wziął do obsady jedno duże nazwisko w postaci Marka Wahlberga. Mam z nim problem, bo przepełniają mnie spore wątpliwości co do jego talentu aktorskiego. Myślę, że on podobnie jak Austin Butler czy Glen Powell grają ładną buźka i byciem sympatycznym. Tutaj Wahlberg gra pilota małego samolotu, która przewozi ważnego świadka. Do pilnowania więźnia oddelegowana zostaje agentka. Całe trio wsiada do samolotu i tam zaczynają się dziać rzeczy. Z czasem okazuję się, że (to chyba nie spojler?) Wahlberg jest zbirem i dostał zadanie nie doprowadzenia do lądowania samolotu. Nasza agentka z czasem to odkrywa i zaczynają więzić nieproszonego gościa.
Potem odbywają się rozmowy telefoniczne, mające zdemaskować kreta. Nasza śledcza z jednej strony musi prowadzić samolot, z drugiej chronić świadka a z trzeciej prowadzić śledztwo. Muszę przyznać, że to trio na pokładzie samolotu naprawdę jest do polubienia mimo, że często w ich usta wkładane są fatalne słowa. Kolejna walka z tekstem.
Sam pomysł na fabułę jest super. Co prawda widzieliśmy już takie rzeczy ale samo w sobie brzmi ciekawie. Co do aktorów to nie mam jakichś wielkich zarzutów. Widać, że się starają. Wahlberg gada tu bardzo specyficznie. Słuchanie tego doprowadzało mnie do furii. Nie mam niechęci do tego projektu. Uważam, że ma swoje dobre momenty, choć nie jest żadnym hitem. Zdziwiłem się jak pięć osób z mojego seansu opuściło salę. To nie jest aż tak zły film by z niego wychodzić!!
Ocena: 5/10





Komentarze
Prześlij komentarz