Wolf Man

 



 Nie wiem czy ktokolwiek czekał na ten film i czy budzi on w was jakiekolwiek emocję, ale ja po jakichś 20 minutach zasnąłem w kinie. Już początkowe sceny zwiastowały totalnie rozczarowujący seans. Po pierwsze: mało wyraziste postacie, po drugie: fabuła od początku przewidywalny i do bólu przeciętny.





 Rozpoczyna się od sceny w lesie, gdzie mężczyzna z dzieckiem przechadzają się polując na jelenia. Nagle dostrzegają niepokojące sygnały i jak możemy się domyślić mieli do czynienia z wilkołakiem. Następnie przenosimy się w daleką przyszłość i ten dzieciak jest już dorosły i ma rodzinę (żona i córka). Wyruszają w tamte rejony i dochodzi do zarażenia tego mężczyzny przez wilkołaka. Skąd my to znamy? Taka prosta konwencja może wypalić, gdy reżyser potrafi budować napięcie i ma postacie, które nas obchodzą. Tutaj poczynając od głównego bohatera kończąc na jego małoletniej córce odczuwałem obojętność. 






Budząc się z drzemki zdałem sobie sprawę, że praktycznie nic nie straciłem. Jedynie (najprawdopodobniej) jakieś nudne i ckliwe rozmówki rodzinne. Myślę, że wątek wilkołaków, wampirów i wszelakich stworów nieco wymiera. Nie ma pomysłu na nic innowacyjnego. Obawiam się jednak, że nadal będziemy bombardowani sequelami, remake'ami, prequelami. To idealny film na drzemkę. 





Ocena: 3/10

Komentarze

Popularne posty