Towarzysz (Companion)
Kolejny sekretny pokaz Cinema City za nami. Tym razem ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu trafił się film, którego plakat, gdzieś mi mignął ale nie miałem pojęcia o tym projekcie. Spodziewałem się "The Brutalist" albo "Nosferatu" a dostałem film bardzo intrygujący i jestem na TAK.
Początkowo otrzymujemy monolog narratora, który na szczęście pojawia się tylko na początku i na końcu. Podążamy za kobietą, która jakiś czas temu poznała w sklepie mężczyznę o imieniu Josh (Jack Quiad). Wybierają się na wspólny wyjazd do znajomych do luksusowej rezydencji. Pojawiły się w głowie skojarzenia z takimi filmami jak "Abigail", "Zabawa w pochowanego" czy niedawne "Mrugnij dwa razy". Każde z tych filmów skrywało tajemnice, które z pozoru wydawały się sztampowe ale z czasem podążyły w różne szalone rejony. Tutaj dostajemy coś jeszcze bardziej zwariowanego.
To jeden z tych filmów, który opiera swoją moc na myleniu tropów i ciągłą zabawą widzem za sprawą licznych zwrotów akcji. Czekałem przez te 90 minut kiedy twórcy się poślizgną i pójdą na łatwiznę. Długo wytrzymali, bo to zakończenie jest trochę naciągane i mało błyskotliwe. Zabrakło w nich ciosu nokautującego dla widza. Od razu zaznaczam, to raczej kino rozrywkowe. Nie ma tu miejsca na zbyt dużą powagę. Ktoś mógłby nazwać ten film pastiszem. Sporo jest tu zabawy konwencją kina rozrywkowego. Z ekranu aż biją błyskotki i coś co można by znakomicie wykorzystać. Niektórzy będą rozczarowani kierunkiem, w którym historia będzie zmierzać, zwłaszcza, że już po jakichś 20 minutach dostajemy scenę, która równie dobrze mogła by być na koniec, ale jest początkiem walki na ekranie. Widziałem to przedpremierowo, a oficjalna premiera w kinach jest 31 stycznia. Polecam pójść do kina!!!
Ocena: 8/10
.jpg)




Komentarze
Prześlij komentarz