Sweetpea odc.4-5 (Skyshowtime)
Mijają kolejne odcinki tego jakże intrygującego serialu, a ja nadal zostaję zaskakiwany kierunkiem w jakim zmierza fabuła. Pierwsze trzy odcinka zwiastowały "Dextera" w spódnicy podszytego dużą dozą czarnego humoru. Nasza główna bohaterka zabiła już dwie osoby a tą trzecią więzi w domu i jakoś nie może zabić. To jej znienawidzona "koleżanka" z dzieciństwa. Wtedy jak i później była wyśmiewana przez nią na każdym kroku. Stara historia: prześladowana osoba po latach się mści na oprawcy.
Odcinek piąty pokazał nam bardzo fajną relację między kobietami. Jakby pojawiała się chemia. Coś na kształt syndromu Sztokholmskiego, choć spora nieufność jest zauważalna po obu stronach. Nasza morderczyni od siedmiu boleści naprawdę jest znakomicie napisana. Z jednej strony chcę się zemścić, ale z drugiej jest przy tym tak uroczo nieporadna. Co więcej jest w swoim "cwaniactwie" niezwykle sympatyczna. Dochodzi jeszcze wątek młodej śledczej, która dociera do faktów obciążających naszą bohaterkę, choć lepiej można to określić słowem: poszlak i zaskakujących zbiegów okoliczności. Ona jest przekonana o winie naszej bohaterki ale jej szefostwo oczywiście nie dowierza jej teorii. Na drugim planie mamy tu wątek miłosny.
Nasza bohaterka ma dwójkę adoratorów. Jeden to totalny debil i ona traktuję go jak narzędzie swojej gry. Ten drugi ewidentnie na nią leci ale brakuję mu odwagi by wyznać swoje uczucie. Z całą pewnością ostatecznie będą parą. Na koniec piątego odcinka dostajemy zwrot akcji, który odwraca wszystko co było do tej pory do góry nogami. Ten serial to totalne szaleństwo.
Ocena: 8/10





Komentarze
Prześlij komentarz