Putin
W końcu się wybrałem na najnowszy film Patryka Vega. Wszyscy już zdążyli po opluwać to dzieło, więc czemu miałbym się nie dołączyć? Wystarczyło kilka pierwszych scen i już zobaczyłem, że to stary Vega i nic się nie zmieniło. Najbardziej mnie uwiera, że Putin i całe jego otoczenie gada po angielsku. Wyobrażacie sobie jak Borys Jelcyn i Putin nawijają po angielsku między sobą ze specyficznym akcentem. Ja po jakimś czasie podszedłem do tego filmu jak do parodii. Myślę, że jak tak do tego podejdziecie to możecie się dobrze bawić, bo to kopalnia beki. Praktycznie każda scena jest do wyśmiania. Najbardziej te, które są na mega poważnie i bohaterowie niby gadają o czymś ważnym a tak naprawdę mało kto skupia się na tekście.
Już nie będę się czepiał dzieci, że wygłaszają kwestię jakby się ich tylko nauczyli na pamięć. To akurat najmniejszy problem. Mój największy zarzut do Vegi jest inny. O ile "Botoks" czy te późniejsze były koszmarne obraźliwe dla widza ale chociaż wzbudzało to jakieś emocję, a od czasu "Small World" jego filmy stały się fabularnie totalnie nudne. Pamiętam moje męki w kinie na "Niewidzialnej wojnie". Choć tam było sporo krindżowych scen tak, więc to mnie utrzymywało na powierzchni. Tutaj Vega robi film na serio i już po 10 minutach mam dość. On nie umie kręcić scen i do tego w jego filmach fatalny jest montaż. Może nie jest to tak uciążliwie jak w dziełach Macieja Kawulskiego ale nadal woła o pomstę do nieba.
Jeżeli robisz film o takim tyranie i postaci budzącej na całym świecie strach to zbuduj ten mrok na początku wokół niego. Pokaż zdjęcia z Rosji, stwórz klimat, a Vega jakby chciał nam pomóc zrozumieć Putina. Oczywiście musiała być scena w kościele. Nie wiem co będzie dalej, ale nie zazdroszczę mu, bo tam filmowo musiałaby się wydarzyć jakaś rewolucję. Życzę mu tego by powrócił jakościowo do projektów typu "Pitbull" Nowe porządki". To mogłoby się jeszcze sprzedać. Tylko kto odważy się zagrać u Vegi?
Ocena: 2/10
.jpg)




Komentarze
Prześlij komentarz