Babygirl
Ktoś napisał, że to najlepsza rola Nicole Kidman od czasu filmu Kubricka "Oczy szeroko zamknięte"(1999). Mam wrażenie, że w ostatnich latach ona gra jedną tą samą postać w każdym filmie. Silna kobieta z wyższych sfer, którą charakteryzuję niezależność i stabilność emocjonalna. Na przekór tutaj cechują ją totalne rozchwianie emocjonalne. Ma mocną pozycję w firmie, męża i dwie córki. Nagle do jej pracy trafia pewien stażysta, który zawrócił jej w głowie. Choć czy na pewno można tak to nazwać?
Myślę, że ona była świadoma czego jej brakuję, a on był w stanie spełnić tę fantazję. To nie jest postać, którą polubicie. To samo można powiedzieć o jej kochanku. Najbardziej mnie wkurza, że nawet po seansie my totalnie nic nie wiemy o tej drugiej postaci. Tu się kłania problem numer jeden: chodzi o budowanie postaci i to jak są napisane. Początek tak słabo wprowadza nas w intrygę, że w pewnym momencie łapałem się za głowę i miałem gonitwę myśli: w jaką stronę to będzie zmierzało? Im film dłużej trwa tym moja opinia na jego temat szła do góry. Bardzo podoba mi się, że film próbuję nie być sztampowy, objawia się to zwłaszcza w scenach erotycznych. Uprzedzam żebyście się nie spodziewali jakiejś wielkiej erotyki. Ten film jest zaskakująco ostrożny i ugrzeczniony. Zapewne nie chciał być zaszufladkowany do poziomu "365 dni" czy innych tego typu erotyków. Nie ma totalnie chemii między Harrisem Dickinsonem i Nicole Kidman, choć może założeniem twórców było, by jej nie było? Oni nie mają wspólnych tematów do rozmowy, jedynie się przepychają w tym czy Nicole zgodzi się w końcu by być mu posłuszna całkowicie. Ona wychodzi tu na mocną desperatkę i im bliżej końca tym bardziej jej nienawidziłem. Był tu też wątek niczym z "Substancji".
Postać Nicole ma kompleks przemijania. Zauważamy to zwłaszcza w scenie, gdzie ma się rozebrać. Fatalna jest tu rola Antonio Banderasa. On ma tu grać gościa, który nie kręci swojej żonki i tym sam musieli go napisać jako odjechanego kosmitę z dziwacznym akcentem. Często zachowuję się jak totalny świr. Widać, że twórcy się tu mocno szamoczą. Chcieli zrobić ambitny erotyk, ale tak w granicach rozsądku, by przeciętny Kowalski zrozumiał o co tu biega. Moim zdaniem film skorzystałby jakby był czymś całkowicie poważnym a nie tak skręcał w stronę parodii. Myślę, ze głosy będą podzielone. Ja mam mocno mieszane uczucia po tym seansie.
Ocena: 6,5/10





Komentarze
Prześlij komentarz