Mufasa: Król Lew

 



 Do dziś pamiętam początek lat 90-tych i jedno z moich pierwszych życiowych przeżyć kinowych. "Król Lew" z 1994 roku. Niesamowicie wzruszająca i budująca historia Mufasy i jego potomka Simby. Po ponad dwudziestu latach dostaliśmy ten sam film ale w wersji ulepszonej. Pamiętam tamten seans, bo on nie wzbudził we mnie takich emocji jak ten z końcówki XX wieku. Teraz ponad koniec 2024 roku powracamy do tego uniwersum i otrzymujemy historię dorastania Mufasy i tego w jaki sposób został królem zwierząt.




 Za kamerą Barry Jenkins. Gość, który dał nam "Moonlight"(2016) czy mocno niedoceniony "Gdyby ulica Beale umiała mówić"(2018). Wspominam o tym, bo w "Mufasie" pojawia się wątek jakby nawiązujący do rasizmu i problemu nieakceptowalnej inności. Teraz już rozumiem, że moja lampka ostrzegawcza miała uzasadnienie. Reżyser stanął przed ciężkim dylematem. Czy chcę pójść tropem tamtego kultowego "Króla Lwa" czy chcę zrobić coś nieco innego z poszanowaniem sentymentu widzów, którzy kochali produkcję z lat 90-tych. Wydaję mi się, że zrobił to drugie i stąd moje kilka problemików z tym co zobaczyłem. 




Miałem obawy po początkowych 20 minutach jak zobaczyłem a w zasadzie wysłuchałem konwencji musicalowej i modliłem się w myślach, oby to nie był drugi "Joker 2". W dużej mierze właśnie to śpiewanie zabija najlepsze sekwencję w filmie. Mamy sceny, gdy złe lwy mają dokonać egzekucji, a szefuncio zaczyna solo nawijać o tym co zrobi ze swoimi ofiarami. Potem powtórzyło się to przy okazji niezwykle przejmującej sceny. Dzieci naprawdę nie są tak głupie jak Pan Jenkins myśli. Załapałyby bez śpiewania jak się musi czuć bohater po wydarzeniach na ekranie. 






Powracają znane i uwielbiane postaci jak Timon i Pumba, którzy na każdym kroku błaznują i niestety nie wypada to za dobrze. Zbyt sucharowate są ich żarty. Mamy też Zazu, Rafikiego a nawet przez chwilę Simbę. Tutaj naprawdę było bardzo dużo dobrych pomysłów, mam wrażenie, że czasem one nieco zabijają fabułę i hamują jej tempo. Momentami miałem też problem by odróżnić który lew to Mufasa a który to jego przyjaciel. Zwłaszcza było to zauważalne w finale. Ten film to taka bardzo udana pocztówka po tym uniwersum i wyciskacz łez, bo fabularnie nie ma tu cudów. Uważam, że ten film spolaryzuję widzów. Jedni dadzą się uwieść a inni będą narzekać, że za długie i to taki przerost formy nad treścią. Uważam, ze zarówno jedni jak i drudzy mają powody by tak uważać. 


Ocena: 7/10

Komentarze

Popularne posty