Kleks i Wynalazek Filipa Golarza
Jakimś dziwnym trafem kolejny Kleks wchodzi do kin pod koniec albo na początku roku. To mądry ruch marketingowo, bo dzięki temu w żadnych rankingach się nie znajdzie, bo ludzie za rok może zapomną o tym co zobaczyli. W moim rankingu najlepszych i najgorszych ta produkcja za rok na pewno się nie znajdzie, bo nie jest tak dobra ani tak tragiczna. Powiedziałbym, że jest lepszy od jedynki z kilku powodów.
Po pierwsze: początek zapowiadał nawet ciekawą historię, po drugie pojawił się Janusz Chabior (wygląda tu jak Saruman z Władcy Pierścieni) i po trzecie było kilka udanych scen. Oczywiście wcielająca się w Adę dziewczyna to nadal drewno, ale ekranowy partner czyli Albert w końcu wypowiada więcej słów i muszę przyznać, że biję aktorsko na głowę swoją koleżankę z planu. Tutaj jest ogromna dysproporcja jakościowa w niektórych scenach. Mamy scenę Chabiora i Ady. To jest przepaść niemożliwa. Za kamerą ponownie Maciej Kawulski.
Można powiedzieć, że zostały tu wyciągnięte jakieś wnioski ale nie na tyle by to był dobry film. Montaż wygląda znacznie lepiej. Specjalnie zostałem na napisach by zobaczyć kto montował ten film. Były trzy osoby. Kawulski był w tym gronie ale z całą pewnością te dwie osoby uratowały ten aspekt filmu. Mam wrażenie, że pierwszą połowę montowały te dwie osoby a końcówka to już Kawulski. Na końcu to chyba było z 50 scen i każda trwała po 5 sekund.
W pierwszej części mieliśmy blok reklamowy i tutaj długo nie było nic, po czym nagle wyskoczyło LEGO. Gościnnie występuję Marcin Najman. Jest chwilowa przebitka w samolocie na niego w tej kultowej niebieskiej kurtce. W pierwszej części Pana Kleksa przedstawiał ten gość z KSW a tutaj jedna z uczennic. Zaśmiałem się głośno. Naprawdę rozbawił mnie ten seans, ale myślę, że nie w tych momentach, w których chciałby Kawulski. Największym trollem tego filmu jest ptak Mateusz i sam Pan Kleks. Każda ich wspólna scena jest (jak to mówi młodzież) mega krindżowa. Ten pierwszy próbuję być zabawny a jest najbardziej irytującą postacią. Natomiast Tomasz Kot jako Kleks co chwilę błaznuję i przypomina jakiegoś pacjenta szpitala psychiatrycznego. To bardzo nierówny film. Za każdym razem, gdy sobie myślałem, że to bardzo dobrze im wyszło, to po chwili dostawałem gonga jakąś tandetną sekwencją. Bardzo podobnie było w "Mufasie".
Najbardziej absurdalne jest jednak to, że gdy pojawił się na ekranie Chabior to zacząłem mu kibicować, mimo, że jest tu czarnym charakterem. To od razu było widać. Ten charakterystyczny złowieszczy uśmiech jaki go charakteryzuję i ta barwa głosu. Naprawdę nie trzeba być Sherlockiem by nie uznać go za negatywną postać. Pierwszy film był wrednym skokiem na kasę, tutaj dostrzegam mniejszy i chyba ludzie już też nie mają entuzjazmu, bo na moim seansie było ledwie z 15 osób a na pierwszym przedpremierowym była pełna sala. Nie powiem by mi się podobało ale postęp się dokonał. Może trzecie część będzie lepsza?
Ocena: 3/10
.jpg)





Komentarze
Prześlij komentarz