Dzień Szakala odc. 6 (Skyshowtime)
Wszystko zaczyna się sypać Szakalowi. Był chwilowy przetrzymywany, po czym uciekł i szuka sposobu by wyjść na prostą. Pomoc otrzymuję od żony i co najbardziej zaskakujący to przyjmuję ją. Ona w pełni świadoma tego co on robi mimo to go wspiera. Co więcej sama z siebie wyraża zainteresowanie, jakby ją to pasjonowało.
Natomiast śledczy w Londynie grzebią w przeszłości, bo my nie wiemy póki co kim ten Szakal jest, skąd się wziął, skąd ma takie umiejętności? Przypomina jakiegoś Ethana Hunta z "Mission Impossible" tylko działającego na szkodę ludzkości. Wracając do żonki to zastanawiam się czy ona nie jest jakimś szpiegiem, bo jej zachowanie jest zaskakująco spokojne i pozbawione emocji. Ten odcinek wyróżnia się na tle poprzednich jednym. Mam na myśli zakończenie. Zazwyczaj było mocne zachęcające do obejrzenia kolejnego. Tutaj natomiast dostajemy takie mało ekscytujące.
Mamy ciekawą scenę w samolocie, gdzie po raz pierwszy fizycznie nasza czarnoskóra śledcza spotyka Szakala. On wystylizowany na staruszka a ona przed nim. Trudno by go mogła rozpoznać. Na tym właśnie polega siła tego bohatera. Ludzie ścigający go nie mają pojęcia jak on wygląda. Nie ma na twarzy wypisanego: Szakal. Nadal jestem ciekaw w jaką stronę to będzie zmierzało. Nie jest to może najlepszy odcinek ale taki trochę przejściowy, gdzie nie ma jakichś wstrząsów.
Ocena: 7/10
.jpg)




Komentarze
Prześlij komentarz