Beezel
W pewnym momencie reporter czuję, ze ten gość jest walnięty i zaczyna się niepokoić. Początkowy koncept wydaję się ciekawy. Na czym polega szaleństwo tego typa, co się kryję za tymi zbrodniami itd itd. W tym momencie film mógł pójść w każdym kierunku. Mógł być satyrą, thrillerem psychologicznym a la "Kod zła" czy sztampowym horrorem. On ostatecznie nie jest żadnym z tych. Potem mamy nową bohaterkę, która trafia do tego domu i ma się opiekować zamieszkałą tam starszą schorowaną kobietą. W tym momencie film umiera i zaczyna być senny i cała ta historia staję w miejscu. Następnie mamy małżeństwo. Mężczyzna jest właścicielem i za sprawą tych tajemniczych zbrodni na gwałt chcę go sprzedać.
Problem z tym wątkiem jest taki, że ta żona jest tak infantylna i głupia, że modliłem się by za zmora jak najszybciej jej pożarła łeb. Natomiast gość, który gra jej faceta to najbardziej nijaki aktor jakiego w życiu widziałem. Ja bym te sceny lepiej zagrał. Oczy mnie bolały w praktycznie każdej sekwencji z ich udziałem. Chciałbym docenić jednak kilka rzeczy. Po pierwsze widać tu próbę zrobienia czegoś autorskiego. Kilka ujęć było naprawdę błyskotliwych i momenty wielkości się zdarzały, a po trzecie nie było aż tak dużo jump scarów. Zapewne i tak nikt z was tego nie obejrzy...
Ocena: 4/10




Komentarze
Prześlij komentarz