Beezel

 


Początek jest dość sztampowy, bo dostajemy scenę, jak coś w piwnicy pożera małego chłopca. Następnie przenosimy się w przyszłość, gdzie wynajęty reporter ma nagrać materiał gospodarza, który stracił w nieznanych okolicznościach żonę i syna. Podobno policja podejrzewała go o te zbrodnię. Od samego początku widać było, że gość jest mega podejrzany i nie dość, że wygląda na psychopatę, to bardzo przypomina postać Hugh Granta z "Heretic". Mam tu na myśli jego pewność siebie i taką bijącą na pierwszy rzut arogancję i skłonność do sucharów. 






W pewnym momencie reporter czuję, ze ten gość jest walnięty i zaczyna się niepokoić. Początkowy koncept wydaję się ciekawy. Na czym polega szaleństwo tego typa, co się kryję za tymi zbrodniami itd itd. W tym momencie film mógł pójść w każdym kierunku. Mógł być satyrą, thrillerem psychologicznym  a la "Kod zła" czy sztampowym horrorem. On ostatecznie nie jest żadnym z tych. Potem mamy nową bohaterkę, która trafia do tego domu i ma się opiekować zamieszkałą tam starszą schorowaną kobietą. W tym momencie film umiera i zaczyna być senny i cała ta historia staję w miejscu. Następnie mamy małżeństwo. Mężczyzna jest właścicielem i za sprawą tych tajemniczych zbrodni na gwałt chcę go sprzedać. 





Problem z tym wątkiem jest taki, że ta żona jest tak infantylna i głupia, że modliłem się by za zmora jak najszybciej jej pożarła łeb. Natomiast gość, który gra jej faceta to najbardziej nijaki aktor jakiego w życiu widziałem. Ja bym te sceny lepiej zagrał. Oczy mnie bolały w praktycznie każdej sekwencji z ich udziałem. Chciałbym docenić jednak kilka rzeczy. Po pierwsze widać tu próbę zrobienia czegoś autorskiego. Kilka ujęć było naprawdę błyskotliwych i momenty wielkości się zdarzały, a po trzecie nie było aż tak dużo jump scarów. Zapewne i tak nikt z was tego nie obejrzy... 




 
Ocena: 4/10

Komentarze

Popularne posty