Wicked

 



 Nie sądziłem, że kiedykolwiek to napiszę ale uwielbiam Ariane Grande. To co ona pokazuję w musicalu "Wicked" to prawdziwe mistrzostwo świata. Zarówno w aspekcie śpiewanym jak i aktorskim. Widać, że znakomicie czuję się w swojej roli. Gra tu taką stereotypową różową blondynkę. Z początku widzimy ją jako pozytywną postać, która uratowała królestwo od wrednej czarownicy. Po tym jak jest powitana przez tłum ludzi jedna dziewczynka pyta ją czy ta owa zła czarownica urodziła się zła. Odwieczny dylemat czy mordercy rodzą się źli czy dopiero za sprawą życiowych porażek i traum stają się potworem. 




Przenosimy się do przeszłości poznajemy trudne dzieciństwo naszej Shrekowatej bohaterki. Ona od samego początku wydaje nam się pozytywną postacią. Widać w niej dobroć, miłość do zwierząt i skromność. Za sprawą swoich zdolności magicznych zwraca uwagę szychy na uniwersytecie. W tej roli Michelle Yeoh. Mamy dużo śpiewania, znakomitych pomysłów wizualnych. Brakuję może takich nut, które zapadają w pamięć i które bym nucił po seansie. Seans trwa 160 minut i ja czuję się z jednej strony zmęczony ale z drugiej podekscytowany, bo chciałbym już obejrzeć sequel. Naprawdę interesuję mnie ta historia, choć dla wielu może wydać się dość prosta. 





Bardzo podobny film do "Wonki". Jeżeli dacie się uwieść klimatowi, muzyce, bardzo dobrym rolą aktorskim to naprawdę będziecie się czuli jak w bajce. Ja dałem się uwieść, choć niestety uważam, że za dużo było śpiewania a za mało budowania historii. Interesowała mnie choćby ta postać Ariany Grande. Byłem ciekaw czy pojawi się taki moment, gdy ona zejdzie na złą drogę, ale w pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że ona jest typową chorągiewką. Tam gdzie w danym momencie zawieję to ona pofrunie. Nie można powiedzieć ostatecznie by ona była czarnym charakterem. Raczej takim błaznem, którego miło się ogląda i dostarcza najlepsze komediowe momenty. 




Film zrobił gość, który odpowiada za dwa sequele "Step up" także ma pojęcie o robieniu scenicznego show. Należy jeszcze powiedzieć, ze pojawia się tu owy czarodziej z krainy OZ. Nie powiem by mnie swoją osobą jakoś porwał. Dziewczyny skradły show. Ta ich przyjaźń jest mocno naciągana, bo jeżeli chodzi o naszą Panią Shrek to ona była zdolna do takich uczyć ale Ariana była bardzo prymitywna i myślę, że ona nie rozumie znaczenia słowa: przyjaźń. Natomiast ta pierwsza chyba była zbyt infantylna by to pojąć, albo na siłę poszukiwała jakiejś bliższej relacji z kimkolwiek. Dochodzi jeszcze wątek miłosny. On jest w tle ale podejrzewam, że rozwinie się w sequelu. Bardzo ciekawy to projekt. Polecam wizytę w kinie. Teraz mamy pokazy przedpremierowe ale już od 6 grudnia oficjalna premiera w naszym kraju.


Ocena: 8/10

Komentarze

Popularne posty