Pingwin odc.7 (MAX)
Odcinek szósty skończył się w momencie, gdy Sofia odnalazła matkę Colina i można się domyślić, że tym samym ją porwie lub zabiję. W siódmym dostajemy "fleszbek " z przeszłości głównego bohatera i to głównie na nim się skupiamy. Nienawidzę tego w każdej postaci. Skupcie się na tym co tu i teraz. Na każdym kroku słyszę o pochwałach tego serialu ale jakoś zaczyna mnie nudzić. Niewielu tu posuwa się dalej i kręcimy się wokół jednego wątku.
Został do końca jeden odcinek i tak naprawdę opcję puenty się wykruszają a nie wiem jaki twist zrobiłby na mnie takie wrażenie bym oczekiwał drugiego sezonu z wypiekami. To jest typowy serial momentów. Mocnych akcentów sporo ale jak wspominałem w poprzednim wpisie za mało tu treści. Colin i Sofia są super jako duet złoli. Jeden większy od drugiego ale mam wrażenie, że od trzech odcinków stoimy w miejscu. Po co te historię z przeszłości? Nie wystarczyło wkleić w usta jednej postaci podsumowanie tych wątków. To jest klasyczny przerost formy nad treścią. Jedni to kupią a drudzy jak ja będą oczekiwali czegoś więcej.
Wątek matki jakby jawi się jako kluczowy ale ta postać strasznie mnie irytuję i wydaję mi się, że w dużej mierze ona hamuję zapędy Pingwina. Dopiero jak umrze to on pokaże swoje najbardziej sexy oblicze. Nadal jest to topowy serial tego roku ale po ostatnich trzech odcinkach mój entuzjazm znacznie zmalał.
Ocena: 6/10





Komentarze
Prześlij komentarz