Listy do M. Pożegnania i powroty
Pewnie zapytacie: która to część "Listów do M."? Ja już straciłem rachubę ale wydaję mi się, że szósta. Mamy podobną konstrukcję: historię kilku ludzi, które końcowo mają splatać się w całość. Dla mnie to był kuriozalny seans. To zupełnie nie chwyta za serce i nie wzbudza emocji. Nawet ten przebojowy Karolak już tak nie bawi. Wątek Adamczyka i Dygant za sprawą chemii między nimi jest jeszcze oglądalny. Swoją drogą, że nikt nie wpadł na pomysł by z ich losów zrobić jakiś spin off. Najlepiej w formie serialu. Malajkat również bardzo dobrze gra i widać, że to gość z zupełnie innej ligi od tych młodych aktorów. Nawet kobieta z jego wątku czyli Magdalena Walach wypada przy nim przeciętnie. Kilkukrotnie na ekranie pojawia się Maciej Stuhr. Zazwyczaj zagaduję inne postacie na ulicy. Zastanawiałem się o co tu chodzi. Na koniec poznajemy odpowiedź ale to jest tak nielogiczne. Brak słów co do tego wątku. Notabene ten jego syn ekranowy to najbardziej irytująca postać w filmie.
Prawdziwą gwiazdą projektu jest natomiast Janusz Chabior. On się bawi swoją rolą i idzie mu to znakomicie. To jest jeden z tych seansów, że można by punktować scena po scenie co tu nie działa. Już zapomniałem konkretnie tych głupotek. Do tego tutaj w rolach trzecioplanowych pojawiają się znane telewizyjne twarze, choćby Michał Piróg w roli kelnera. Oczywiście mamy do czynienia z reklamami Apart czy Radia Zet. Nie skupiałem się tak bardzo na tym ale piszę co zapamiętałem.
Pojawia się tu setki postaci ale to jest taki chaos, że kogo one interesują? Malajkat w każdej z części chodzi smutny ulicami pławiąc się w bogactwie i my mamy mu współczuć, no bo przecież bycie majętnym nie przynosi szczęścia. Myślałem, że scenarzyści dali już sobie spokój z tym wątkiem. On wracając samolotem od córki spotyka Magdalenę Walach, która jest wiecznie przygnębioną singielką. Przyjeżdża z Londynu do Warszawy, bo na portalu randkowym spiknęła się z jakimś gościem. Z zaskoczenia wybiera się specjalnie do niego. Co my sobie mamy pomyśleć o tej kobiecie? Ludzie postępują tu jak jacyś kosmici. Zachowują infantylnie i to ma być rzekomo zabawne. Tylko kreację aktorskie (poszczególne) się bronią. Fabularnie ten film to porażka i ciekaw jestem jak to się przełoży na frekwencję w kinach. Ludzie na moim seansie byli cicho, także poziom tych żartów chyba ich nie porwał. Ja może z dwa razy się zaśmiałem ale to za mało by polecać Wam wizytę w kinie.
Ocena: 4/10
.jpg)




Komentarze
Prześlij komentarz