Diabelski młyn





Jestem mocno zmieszany po tym seansie. Z jednej strony mam świadomość, że ten seans to kopalnia klisz i coś co już widziałem setki razy ale z drugiej  zobaczyłem tu kilka momentów świadczących o tym, że twórca chciał zrobić coś inaczej (lepiej), bardziej niekonwencjonalne, wyróżnić się na tle pozostałych filmów, ale jakby zabrakło mu ostatecznie odwagi by dorzucić do pieca. Takie projekty aż same proszą się o czarny humor. Tutaj tego zabrakło.


 


Mamy grupę przyjaciół, którzy wygrywają możliwość zabawy w parku rozrywki nocą a tam spotykają swoją dawną koleżanką. Poróżniła ich tragedia sprzed roku. Właśnie to zdarzenie ma wpływ na to co się działo później. Okazuję się, że tam czyha na naszych bohaterów morderca w masce a la Michael Myers. Tylko, że tego oprawcę da się zabić. Nie potrzeba sześciu lub siedmiu filmów by w końcu go odstrzelić. 






W połowie seansu już wiedziałem kto kryję się za maską i jaka jest motywacja tej osoby. Podoba mi się w tym projekcie jego szacunek do widza. Mam tu na myśli pewnie logiczne drobiazgi, które nie robią z tego filmu hollywoodzkiej papki. Choćby to, że zazwyczaj w horrorach ofiara mordercy praktycznie w ogóle nie podejmuje rękawicy. Tutaj nasi "pozytywni bohaterowie" walczą o życie a nie pozostają bierni na atak. Ponadto nasz morderca jest człowiekiem z krwi i kości. Nie robią tu z niego jakiegoś cyborga. Połowicznie rozczarowało mnie zakończenie, bo liczyłem, że przeżyję kto inny ale z drugiej strony puenta jest zapowiedzią sequela. Pytanie tylko czy będzie im się opłacało go robić? Ja chętnie obejrzę.







Ocena: 5/10

Komentarze

Popularne posty